Nie mogę zrozumieć
ludzi, dla których ważniejsze jest przyczepienie się do jednego akapitu, niż
treść całego, ogromnego wywiadu. Decyduje brak wyobraźni. Czy nie rozumiecie, ze
po buszowaniu przez „komisję” Michnika po archiwach MSW, podsuwa się nam same
plotki po to byśmy się wzajemnie pozagryzali? Czy nie widzicie, że z tego
podsuwania niedługo wyjdzie, ze tylko Polacy chcieli komunizmu i byli
komunistami? W ten sposób stalinowcy unikają
zdania rachunku za swe
zbrodnie a jednocześnie eliminuje się tych, którzy walczyli przeciw wymarzonej
przez tamtych sowietyzacji? Polsce dzisiaj, by przerwać Jej kolonizowanie
niezbędna jest jedność Polaków! Bohdan Poręba.
From: SOWA
[mailto:sowa-frankfurt@t-online.de]
Sent: Sunday, May 10, 2009 4:30
PM Subject: Szenicer dostał imię Bolesław po Bierucie, a po kim dostał polskościTW
Mieczysław, Bogusław Kowalski, redaktor myśli
polskiej?
To zdjecie z pobytu w klasztorze w Munster w Stanie
Illinois.Pierwszy z lewej to John, pierwszy z prawej to Mike, bracia
cioteczni Mela Gibsona, polscy zakonnicy. John przeniósł się do Polski. Wiem
od nich, że Mel Gibson jako Irlandczyk z pochodzenia ma duży sentyment do
Polski.
----- Original Message ----- From: "Bohdan Poręba" To:
"'SOWA'" Sent: Wednesday, March 25, 2009 11:54 AM Subject: FW: Wysyłanie
wiadomości e-mail: DSCN1655
Bohdan Poręba: Książka Engelgarda "Wielka gra Bolesława Piaseckiego".
Pomysł
Trockistów na demontaż polskiej państwowości i sprawowanie w Niej
władzy pod ochroną obcego protektoratu i obcej jurysdykcji był prosty.
Trzeba było rozmagnesować instynkt państwowy, głęboko tkwiący w
Polakach, wypracowany przez wieki niewoli i walki o odzyskanie polskiej
niepodległości i poczucie wspólnoty i jedności. Polski etos narodowy
był oparty na altruiźmie i oddaniu w służbie wspólnego dobra. Przez
wieki, czasy powstań i na przemian okresy pozytywistyczne, Polacy
oddawali życie dla stworzenia choćby namiastki polskiej państwowości,
polskiej administracji i polskiej armii. Nawet jak w Królestwie
Kongresowym, pod królem-carem. Po drugiej wojnie światowej zapłatą
aliantów za proporcjonalnie największy wkład w rozgromienie Niemiec, za
czwartą armię w koalicji antyhitlerowskiej, za Monte Cassino i Tobruk,
Powstanie Warszawskie i Lenino była zdrada sprzymierzeńców. Już po raz
drugi w tej wojnie. Najpierw milczeniem przyjęli czwarty rozbiór
Ribbetroppa i Mołotowa. I nigdy nie poparli polskich roszczeń do jednej
trzeciej polskiego terytorium zagarniętej przez Stalina.Teraz cynicznie
podzielili się światem, podobnie jak komuniści i solidarnościowi
międzynarodowcy przy okrągłym stole, podzielili się władzą nad ziemią
niczyją po rozwiązaniu systemu państw socjalistycznych , czyli Polską.
W Jałcie,skazali nas na życie przez ponad pół wieku pod dominacją swego
partnera w biznesie i przyjaciela, Stalina.
Ten, ponieważ chciał
uczynić Polskę dość silnym ale zależnym od niego bastionem przeciw
Niemcom, dał nam rekompensatę za przywłaszczone w 39 ziemie kresowe w
postaci starych ziem piastowskich. Te targi Polską i przydzielenie nas
Stalinowi w postaci tarczy dla jego imperium, stworzyły nową sytuację.
Powstało państwo z szerokim dostępem do morza. Z silnie uprzemysłowionym czarnym i zielonym Śląskiem. Z portami morskimi na skalę światową. Państwo
to straciwszy kresy wschodnie stało się jednorodne etnicznie. Przy
całym moim sentymencie, jako Wilnianina do kresów, teraz dokumentując
dla przyszłego filmu sprawę Jedwabnego, przekonuję się, że na kresach
wschodnich Polacy stanowili mniejszość narodową. W niektórych miastach
i miasteczkach 10-15 to procentową. Jednocześnie przez migrację
ludności na odzyskane ziemie Piastów, nie zatraciliśmy etosu kresowego,
bez którego dziś, jak słusznie twierdzi prof. Włodzimierz
Bojarski,współczesna inteligencja została wyjałowiona ze swego
posłannictwa wobec narodu. Wówczas cały kresowy patriotyzm,
przechodzący z ojca na syna instynkt obrony granic Rzeczpospolitej,
został wykorzystany do polonizacji nowych kresów zachodnich. Przy
wielkiej pracy kościoła pod przewodem kardynałów Sapiehy, Hlonda i
Wyszyńskiego, który potrafił o sobie powiedzieć, ze kocha Polskę
bardziej niż swoje serce. Którzy umieli wykorzystać wielką pasję
Gomułki dla repolonizacji Ziem Odzyskanych, zabudowując je nowymi
diecezjami. Z pełną świadomością iż budują w ten sposób nie tylko siłę kościoła ale i twierdze polskości na tych ziemiach. Społeczeństwo
było rozdarte. Wolność od Niemca przyszła z historycznie znienawidzonej
bolszewii. „O kiedy przyjdziesz czerwona zarazo, byś wybawiła nas od
czarnej śmierci”. Jednocześnie trzeba było zdzierać pazury
wydobywając cegły z rumowisk. Kłamie dzisiejsza poprawność polityczna,
jednostronnie pokazując tamten czas jako jedną wielka traumę. Był
entuzjazm odbudowy. Zadziwiliśmy świat decyzją utrzymania stolicy w
nieistniejącej Warszawie. Odbudową warszawskiej starówki dokładnie na
wzór zburzonej. Zachłysnęliśmy się polską książką. 2 miliony
egzemplarzy Mickiewicza. 1.800 Sienkiewicza. Tego samego którego dziś
po raz drugi usiłuje się wyrugować z lektur i polskich serc. O
prawdziwym stosunku społeczeństwa do nowej rzeczywistości świadczą
słowa prof. Zachwatowicza, wypowiedziane przy łopacie, na warszawskich
gruzach a przypomniane ostatnio na wystawie w muzeum Niepodległości:
„bez względu na to, kto i jak długo będzie rządził Polską, będzie to
zawsze moja Polska”.
Ta ówczesna Polska była rozpięta na krzyżu
obcych interesów Przeżywała swoją optymistyczną tragedię.
Optymistyczną, bo rosła,żyła. Tragedię bo była polem cynicznej gry. Jak
i dzisiaj. Zachód mając nie czyste sumienie po sprzedaniu Stalinowi
kraju bohaterów tej wojny, zgadzał się na podtrzymywanie rządu na
uchodźctwie, chociaż tego rządu nie uznawał. (Dziwny to bywał rząd. Np.
premier Arciszewski nie uznawał największej polskiej zdobyczy – Ziem
Odzyskanych).Uznawał za to kwestionowany w sercach Polaków rząd
lubelski. A jednocześnie pozwalał na wzywanie przez ośrodki emigracyjne do przelewu krwi w Polsce i rozsiewania
iluzji o rychłej trzeciej wojnie światowej – oczywiście o Polskę.
Polskie „chciejstwo” nie chciało pamiętać o postawie aliantów podczas
wybuchu nie dawno zakończonej wojny. Zapytałem zaprzyjaźnionego
bohatera powojennej partyzantki Św. Pamięci Hedę „Szarego”, czy jako
dwudziesto paro letni komendant rozbijający ubeckie więzienia, wierzył
w wybuch nowej wojny?. Odpowiedział: „oczywiście”. Czy w Wielkiej
Brytanii wierzyła w to choć jedna osoba? I lała się polska krew.
Słusznie kochamy tych, co ją przelewali. Choćby za to, że krwawili z
ukoronowanymi orzełkami na czapkach . Słusznie oddajemy cześć
„żołnierzom wyklętym”. Należy im się to po latach przemilczeń.
Tylko
czy z punktu widzenia realnych szans, mieli choćby najmniejszą
możliwość wygranej? Przecież to była wojna nie tylko przeciw Stalinowi.
Także Churchillowi i Rooseveltowi! Ich cynicznym decyzjom! I
istniała druga strona medalu. Stalin wiedząc, ze istnieje w Polsce
podległe rządowi emigracyjnemu potężne, świetnie wyszkolone podziemie,
Stalinowi a nie dowierzając nawet polskim komunistom, postawił na tych,
którzy po „nożu w plecy” zdradzili kraj, którego byli obywatelami i
opowiedzieli się po stronie najeźdźcy i zasilił ich swoją kadrą
enkawudzistów pochodzących ze środowisk mniejszości narodowych z Rosji,
Ukrainy i Białorusi. Przelew krwi był im na rękę , bo usprawiedliwiał
rządy terroru, umacniał ich pozycję wobec Moskwy i pozwalał rugować
komunistów polskiego pochodzenia, jako potencjalnych konkurentów do
władzy. Apogeum ich siły stały się lata 1948 -1956 .Lata zemsty za
wpuszczenie w krwiobieg polskiej władzy „nacjonalistów” od Andersa i
Maczka. Z RAF i Armii Krajowej. O prawicowy nacjonalizm oskarżyli i
wsadzili do mamra nawet swego ideowego kolegę Gomułkę. I ci z krwi
i kości służalcy Stalina wraz z utratą stanowisk w latach 56 i 68
zaczęli przemyśliwać o przewerbowaniu się na drugą, tym razem
antykomunistyczna stronę. Poglądy? Wymyślili usprawiedliwienie: ”tylko
krowa nie zmienia pogladów”!
I teraz skrót myślowy. Michnik swój
artykuł w „Le Mondzie” pt. „Podłożyłem bombę pod system” zaopatrzył
rysunkiem rozrywanego w strzępy białego orła. Moim zdaniem koresponduje
to z wyczynem telewizyjnego deprawatora Kuby Wojewódzkiego, udającego
swawolnego Dyzia, który nie dawno umoczył w ekskrementach naszą
świętość narodową, białą naszą czystością i czerwoną od naszej krwi. To
są próby wytrzymałości Polaków. Podobnie jak goebbelsowskie wymysły
Grosa. Przecież ekshumację w Jedwabnem przerwano po znalezieniu
niemieckich pocisków w stodole! Ten sam Michnik w USA w rocznicę
okrągłego stołu powiedział, że ten masoński mebel uratował demokrację.
Groziło narodowe i katolickie państwo Polaków. A tymczasem coraz to
wyżej unosi się kurtyna zasłaniająca dotąd prawdę o okrągłym stole. Jan
Rurarz napisał książkę udowadniającą że cała operacja okrągłego stołu
i w ogóle polska „pierestrojka” była sterowana z Moskwy pod egidą
Gorbaczowa a jej celem było obalenie Breżniewa dla intronizacji
„Michaiła”, który już był wytrenowany przez Andropowa do nowego
antyjałtańskiego podziału świata. Dokonywanego przez te same państwa,
które odwrotnie dzieliły go w Jałcie. Kto pamięta, jakim kultem darzyli
Gorbaczowa korowcy? Jak plackiem przed nim leżała inteligencja z tzw
„opozycji”? Widziałem to na spotkaniu z Gorbaczowem na Zamku
Królewskim. Profesor Dudek z IPN gdzie może tam z determinacją
demaskuje raporty polskiej komórki kontrwywiadu w Moskwie, na temat
nasilających się przed okrągłym stołem licznych kontaktów ludzi
opozycji z ambasadą radziecką oraz fakt, ze Andrzej Wajda i Adam
Michnik ( późniejsi założyciele „Agory” i „Gazety Wyborczej” za
pieniądze „Solidarności”) na kilka dni przed „okrągłym stołem” byli
przyjmowani przez sekretarza wydziału zagranicznego KC KPZR Falina. O
czym rozmawiali? Co tam uzgadniali? Koresponduje to z wypowiedziami
redaktora Jerzego Sławomira Maca, że mniejszościom narodowym dobrze
wiodło się w Polsce, aż do odzyskanie przez Polskę niepodległości. A
więc wystarczy powrócić do rozbiorów by z powrotem wiodło im się
doskonale. „Paradis...” A bard „Solidarności” Jacek Kaczmarski
przytacza we wspomnieniowej książce rozmowę o Polsce: „...Co się tak
tym kraikiem przejmujesz? Przecież za parę lat będzie znowu z tej
Polski ksiąstewko warszawskie!”
No, dobrze jest jeszcze Polaczków zmiękczyć: a to Grosem a to panią Steinbach a to Upowcami.
No, dobrze jest jeszcze Polaczków zmiękczyć: a to Grosem a to panią Steinbach a to Upowcami. Zamienić światowy image Polaków z ofiar wojny w katów. Nikt przecież tego „sesoon stadt” nie będzie wtedy żałował, jeśli gdzieś rozmyje się w nowym, globalistycznym euro czy world kołchozie.
Czy pod wpływem takich faktów oraz zagrożenia wykupem Ziem Zachodnich przez Niemców, zapowiedziami olbrzymich, sięgających ogromnej części naszego produktu krajowego brutto rewindykacji dla Żydów za zbrodnie Hitlera , odrzuconych jako nie uzasadnione przez sąd amerykański a uznawanych przez „nasze” władze. Obudzi się wreszcie naród z uśpienia? Jak mówi Piłsudski w mojej inscenizacji sztuki Ogińskiej: „ z nienawiści do Ojczyzny?” A jeszcze czeka nas podatek katastralny, którego celem będzie wyzucie Polaków z resztek własności! I ciekawe zjawisko: im mniej Polski, tym więcej sporów ideologicznych. Pod nimi ginie myśl i troska o państwo. Osiągnięto to, iż dla dużej części Polaków posiadanie państwa stało się czyms obojętnym. Łatwo natomiast dają się napuszczać na inaczej myślących Polaków. Tolerowana i lansowana przez media jest tylko stadna jednomyślność.
I jeszcze ciekawsze zjawisko: im mniej państwowości tym większy kult dla ofiarnictwa, poświęcenia, szafowania krwią i życiem bez szans na wygraną. Taką postawę lansuje się jako jedyny model patriotyzmu. Nie ma tu miejsca na patriotyzm myśli i dyplomacji. Na refleksję polityczną i historiozoficzną Na samodzielność myśli. Bo one są groźne. Mogłyby zburzyć misternie budowany wzorzec Polaka play boya i Polki lalki Barby. Obowiązuje więc widzenie czarno-białe. Bez żadnych odcieni. A taka wizja rzeczywistości jest dobra dla przedszkolaków. Tylko, że niektórzy zostają z własnego wyboru umysłowymi przedszkolakami do samej śmierci. Wbrew historycznej tradycji, w której zawsze istniały podziały na radykałów gotowych rzucać się gołą piersią na wraże lufy i pozytywistów preferujących walkę myślą i dyplomacją. Jak przed powstaniem obozy „białych” i „czerwonych” . W mojej ekranizacji sztuki Ogińskiej „Zmartwychwstanie” mówi szatan: „wy możecie Polskę mieć ale wam się nie chce chcieć!” A co by było gdyby nagle Polacy wyrwali się z letargu i zechcieli chcieć? Runął by, przez lata misternie budowany, gmach wtórnego analfabetyzmu, schamienia obyczajów, wynarodowienia. I może Polacy przypomnieli by sobie kim są i że ciagle jeszcze żyją na swojej ziemi? Może by zechcieli odebrać co na tej ziemi rozkradziono? A co zbudowały gorące serca i zręczne, spracowane dłonie naszych ojców i dziadów? Może by przypomnieli Europie, którą kilkakrotnie uratowali, hasło de Gaulle’a o Europie Ojczyzn? Może upomnieliby się o nalezne im rewindykacje za najazdy, zdradę, łamanie traktatów,utratę ogromnej części majatku narodowego, scharatane organizmy, połłamane życiorysy? Na tym tle nie do przecenienia jest książka Engelgarda o Bolesławie Piaseckim. Już tytuł mówi wiele: „Wielka gra Bolesława Piaseckiego”. Gra z kim? O jaką stawkę? Przeciw komu i dla kogo?” Gra, czyli bój o wygraną. Jaką? Temu człowiekowi o wybitnym umyśle i instynkcie państwowca, niezgodnemu z kręgami oficjalnymi sanacji, radykała społecznego, dowódcy może najbardziej antysowieckiej partyzantki, powstańca warszawskiego i uczestnika wileńskiej „Ostrej Bramy”, narodowca, któremu za poglądy, „międzynarodowcy” zamordowali w bestialski sposób ukochanego syna, któremu kazali długo i w męczarni umierać.. Człowieka, któremu w Polsce stalinowskiej, rządzonej przez antynarodowe agentury, udało się stworzyć katolicką i narodową enklawę, w której zatrudniał ludzi z wyrokami śmierci za wczesniejszą walkę z bolszewią . Która służyła ratowaniu materialnej i duchowej substancji narodu. Była oazą i jedynym źródłem literatury i sztuki krzewiącej patriotyzm, kulturę narodową i zachodnią, naukę społeczną kościoła. Stworzył z tej organizacji potęgę ekonomiczną i intelektualną. Odniósł zwycięstwo, wywalczone umysłem i sercem oraz świetną dyplomacją, która była cały czas karkołomnym balansem na linie. I to wszystko działo się w kraju i czasie, w którym tępiono wszystko co polskie pod oskarżeniem „ prawicowego nacjonalizmu”. W którym zamknięto jako nacjonalistę przywódcę komunistów. I głowę polskiego kościoła. W którym UB wraz z NKWD organizował na wzór carskiej Ochrany prowokacje w rodzaju pogromu kieleckiego, dla utrwalenia swej władzy i likwidacji znienawidzonych przez nich elementów z pod znaku Andersa i Maczka, AK, kościoła i harcerstwa. Na tym człowieku wieszano wszystkie najgorsze psy. Czyniono z niego sprzedawczyka i wroga kościoła. Narzędzie do jego rozkładania. Ewenementem tej ksiązki jest opublikowanie nieznanych dotąd dokumentów. Raportów z przesłuchań w NKWD oraz memoriałów składanych przez Piaseckiego na ręce zastępcy Berii, Sierowa. I wstrząsającego listu – testamentu wybitnego żołnierza Polski Podziemnej, żony Piaseckiego, Haliny. List ten jest Jej testamentem, wyznaniem wstrząsającej miłości do Boga, aktem strzelistym, jednym z najpiękniejszych jakie zdarzyło mi się spotkać. To ważny list, bo dokumentuje głęboką wiarę i patriotyzm, jakimi nacechowane były dom i rodzina Bolesława Piaseckiego. Otóż te materiały zadają kłam większości obiegowych opinii.
Na przesłuchaniach w NKWD Piasecki nie ukrywa, iż wychował się w nienawiści do Rosji i bolszewizmu. Że zwalczał armię czerwoną i sowiecką partyzantkę. Jednocześnie mówi i pisze, iż w obecnej sytuacji międzynarodowej, nie widzi szans i sensu dalszej walki zbrojnej. Że chce ratować żywą i duchowa tkankę narodu. Że ma wpływy i autorytet w środowisku AK. I chce je wykorzystać dla uratowania młodzieży przed bezsensowną jego zdaniem dalszą ofiarą krwi. Że chce budować Polskę, która jest w tej chwili jedyną realnością. W tej realności chce służyć krajowi i pracować zachowując pryncypia Polaka i Katolika. Stawia tylko jeden warunek: jako dla głęboko wierzącego katolika nie do przyjęcia jest dla niego materialistyczna filozofia marksistowska. Będzie pracował w nowej rzeczywistości jako katolik i patriota polski. I tą szczerością musiał zaimponować Sierowowi. Proponował Piaseckiego na prezydenta Warszawy. Zresztą Stalin musiał się liczyć, że czas będzie rugował mono rządy internacjonałów obcych polskości. Podobno kiedyś miał powiedzieć, ze krowa bardziej się nadaje pod siodło, niżeli Polak na komunistę. Przecież gdyby w Jałcie uparł się, że chce mieć z Polski siedemnastą republikę, czy Churchill i Roosevelt przeciwstawiali by mu się? Wiedział, że Polacy prędzej czy później upomnieliby się o swą wolność. Miał ich kompleks z dwudziestego roku. Chcąc mieć z Polski silną, choć uzależnioną od niego, tarczę przed Niemcami, zdecydował się na alternatywę zaproponowaną przez Piaseckiego. I Piasecki umiał to wykorzystać. Stworzył w Polsce silną i do pewnego stopnia autonomiczną wyspę polskości i katolicyzmu. Autonomiczną w każdym razie wobec obozu internacjonałów. Tym zasłużył na nienawiść tych, którzy zawsze bali się i nadal boją jak ognia wybuchu nastrojów, które mogą przywrócić Polskę narodową i katolicką. Dlatego po solidarnościowym przewrocie, nie powrócili do nazwy drugiej Rzeczpospolitej a wiec do kontynuacji państwa napadniętego przez Hitlera i Stalina, tylko wymyślili jakąś trzecią, czy następne Rzeczpospolite. Dla nich wszystko jedno która, byle by była bez ciągłości z narodowym i katolickim państwem, ofiarą totalistycznych napaści. Było im spieszno do odebrania Polsce suwerenności. Temu celowi podporządkowali „lewicową” i „prawicową” politykę wszystkich lat tzw. transformacji. Hitlerowi i Stalinowi nie udało się...Kto wie, może teraz się uda...
Życie Bolesława Piaseckiego było ważną alternatywą w czasach jego działalności. I jest nią nadal. Alternatywą patriotyzmu innego niż dziś lansowany. Nie chcę odmian patriotyzmu wartościować. Każdy rodzaj patriotyzmu ma swą siedzibę w sercu. Żywi się jego krwią i czuciem. Ale myślę, że patriotyzm rozumu dziś, w sytuacji do której doprowadzono Polskę, jest Jej bardziej niezbędny niż patriotyzm emocji. Dlatego nawołuję do lektury tak ważnej książki Engelgarda. Wszystko, co mi się z nią kojarzyło a co przedstawiłem w tym eseju , jest u Engelgarda przedstawione klarownie, jasno i skrótowo. W iście engelgardowskim stylu. Jako autor jest historykiem poprzez wierność faktom i publicystą w historiozoficznym uogólnianiu faktów.Często sprzeczam się z Nim, bo jako artysta jestem strukturą bardziej emocjonalną. Ale jego stylu myślenia i pisania, mu zazdroszczę. Nawet jeśli czytelnik nie do końca się z tą książką zgodzi, na pewno będzie musiał pod jej wpływem zacząć myśleć inaczej, niż zmusza nas terror poprawności politycznej, tolerujący wyłącznie myślenie stadne, bo dla władzy bezpieczne.