|
poniedziałek, 08 lutego 2010
Jan Steć, 15-letni partyzant decyzją nieodpowiedzialnego wychowawcy, podharcmistrza Szubartowskiego
W dawnych czasach
nie było fotografii dokumentujących dla przyszłości twarz i postać Bohatera,
dlatego musieli ludzie wykuwać ich podobizny w kamieniu. Zastępowanie dzisiaj
oryginalnej, ostatniej fotografii Jana Stecia jakąś odpustową fotką przygłupa w
groteskowej pozie i karnawałowym stroju kompromituje Poczet Bohaterów Narodu Polskiego, a chyba
nie o to Ci chodzi, żeby odrzucać życzliwe uwagi i obstawać przy popełnionych
błędach.
Dlaczego nie poprosisz wdowy po Janie Steciu, pani Zdzisławy o inną fotografię jej Małżonka, jeżeli nie rozumiesz, że sfotografowała się przy trumnie zmarłego z Szacunku do niego, a nie dlatego, że ktoś mógłby sobie - jak Ty - pomyśleć, że Jan Steć nie życzyłby sobie tego, żeby wdowa upowszechniała w internecie jego ostatni wizerunek. Twoje obiekcje w tej materii wynikają z pośpiechu, który sobie narzuciłeś,, a uwaga wpisana przez WKL nie wnosi nic do naszej wymiany uwag, odciąga od myślenia dlatego przypomnijmy w tym miejscu Poetę: "Wiódł ślepy kulawego, dobrze im się działo...". Morał z tego wiersza taki, że mądrzy ludzie przyjmują sobie do serca uwag życzliwych osób, a ignorancja gryzie dłoń, która się do niej z Pokarmem Nauk wyciąga. Steć Jan (1924-2007)
dowódca pierwszego oddziału partyzanckiego w II wojnie światowej Urodził się 17 ...kwietnia 1924 roku w Rogatce koło Dubienki na Lubelszczyźnie, w rodzinie o patriotycznych tradycjach. Jego ojciec Julian został odznaczony Krzyżem Walecznych za udział w bitwie nad Niemnem w roku 1920. Uczestnictwo w wojnie polsko-bolszewickiej przypłacił kalectwem. W tej wojnie śmierć ponieśli stryjowie Jana Stecia: Antoni i Józef. Polegli 16 września 1920 roku w walkach pod Dytiatynem, który otrzymał nazwę drugich (obok Zadwórza) "Polskich Termopil". Pośmiertnie zostali odznaczeni orderem Viltuti Millitari. Jan od najmłodszych lat był przygotowany do służby Ojczyźnie. Wstąpił do Związku Harcerstwa Polskiego i tu przeszedł odpowiednie szkolenie wojskowe. Kiedy 17 września Armia Czerwona przekroczyła granice Polski, mieszkańcy Dubienki rozpoczęli obronę przed sowieckim najeźdźcą. Miejscowy nauczyciel i podharcmistrz Edward Szubartowski powiedział do kilku harcerzy: „To jest czwarty rozbiór. Daliśmy sobie rade z trzema zaborcami, damy rade pokonać dwóch. Od dzisiaj rozwiązuję harcerstwo i powołuje w jego miejsce Polską Organizację Powstańczą”. Stała się ona pierwszym oddziałem partyzanckim pierwszej wojny obronnej 1939 roku. Na dowódcę POP-u wyznaczono 15-letniego Jana Stecia. Przyjął pseudonim "Jana Wasteja". Po miesiącu jego oddział liczył kilkunastu młodych obrońców Ojczyzny. W krótkim czasie zorganizowano uzbrojenie i amunicję. 28 września Sowieci wycofali się za Bug. Dwa dni później do Dubienki wtargnęli Niemcy. Początkowo drużyna "Wasteja" ograniczyła się do przenoszenia meldunków oraz informacji podchorążemu "Krukowi", dowódcy oddziału partyzantki powrześniowej. Na przełomie kwietnia i maja 1940 roku "Kruk" wydał rozkaz rozbicia transportu niemieckiego, zdążającego do Chełma do Hrubieszowa. Sygnałem rozpoczynającym akcję była czerwona raca. Gdyby partyzanci zobaczyli białą racę, mieli się wycofać bez wszczynania walki. W wyniku ostrzału dwunastu samochodów z niemieckimi żołnierzami, został zniszczony cały transport, a cztery samochody uległy całkowitemu spaleniu. Trwało to zaledwie kilka minut, ku kompletnemu zaskoczeniu hitlerowców. Straty po stronie wroga były duże: kilkudziesięciu rannych i zabitych. Partyzanci nie odnieśli żadnych obrażeń. Po tej udanej akcji Polskich powstańców Niemcy mścili się na miejscowej ludności cywilnej; często całe wsie były wysiedlane i kierowane do obozu koncentracyjnego w Majdanku. Jan Steć cudem ocalał z takiej łapanki. Wspominał: „Stałem akurat za drzwami gdy z całą siłą pchnęli je Niemcy i weszli do środka. Nikt za nie nie zajrzał, dlatego przeżyłem. Rodzicom udało się wcześniej uciec, ale zginęły dwie moje siostry.” Ostatnia z akcji pod kierunkiem Stecia miała miejsce w ostatnią noc roku 1941. Partyzanci, ubrani w białe prześcieradła, niewidoczni na tle zaśnieżonego Bugu, czołgali się po zamarzniętej rzece. Granicy pilnowali niemieccy żołnierze w białych kożuchach. „Gdy zauważyliśmy niemieckich agresorów, było już za późno - tak zapamiętał sylwestrową noc nasz bohater - weszliśmy w sam kocioł. Zorientowaliśmy się dopiero dwa metry przed Niemcami.” Jan Steć wraz z sześcioma partyzantami zostali złapani i osadzeni w pobliskiej strażnicy. Potem przewieziono ich na Gestapo do Chełma. Na szczęście meldunków Niemcy nie znaleźli, gdyż przedtem tajne wiadomości, zapisane na niewielkim skrawku papieru, udało się partyzantom schować w śniegu Polscy kurierzy zostali osadzeni w obozie koncentracyjnym w Majdanku. Ponieważ ten obóz ciągle był w budowie, umieszczono ich w Trawnikach, gdzie na terenie ogrodzonym siatką stłoczono 6 tys. osób. Spali pod gołym niebem, na żwirze. Każdej nocy zamarzało kilkudziesięciu więźniów. Dzienna porcja żywieniowa wynosiła 20 dkg chleba i pół litra wody ze studni. Na stu skazanych przypadał jeden kubek. Z końcem lutego 1942 roku Jan Steć trafił do obozu w Majdanku, gdzie wraz z 3 tys. więźniów przebywał w bloku nr 3. Wskutek głodu i chorób liczba więźniów z dnia na dzień malała. W tym obozie koncentracyjnym Steć uratowany został od śmierci. „Dostałem od Niemca pałą w głowę. Straciłem przytomność i odzyskałem ją, gdy chcieli mnie zabrać do krematorium. Koledzy ubłagali hitlerowców, żebym został.” - wspominał. Bohaterskiego partyzanta przydzielono do całodziennej morderczej pracy układania bruku. Po jej zakończeniu więźniowie otrzymywali litr zupy. Latem dożywiali się chwastami, liśćmi kapusty, buraków i rabarbaru. Po kilku miesiącach Steć został przeniesiony do lżejszej pracy, w magazynie. W sierpniu 1942 roku został zwolniony z obozu. Więźniów wyprowadzono na szosę Lublin-Chełm i pozostawiono. Rozeszli się w różnych kierunkach. Witała ich serdecznie ludność poszczególnych miejscowości. „Wystawiali nam jedzenie na okna, ale niektórzy byli tak słabi, że nie mieli sił włożyć pokarmu do ust. Wyglądaliśmy jak kościotrupy. Całe ciała mieliśmy pogryzione przez wszy. Mój ojciec wyjechał po mnie furmanką, ale mnie minął, bo mnie nie poznał. Dopiero gdy krzyknąłem, to zawrócił i zapłakał nade mną” - wspomina Jan Steć. Organizm młodego Jana był tak wycieńczony, że nikt nie dawał mu szans na przeżycie. Po sześciu tygodniach domowego pobytu zjawili się w domu Steciów hitlerowcy, by aresztować Jana i wywieźć go na przymusowe roboty do Niemiec; najpierw do Hannoveru, a potem do kamieniołomów w Górach Harzu. W międzyczasie zmuszono go do rocznej pracy w fabryce metalowej w Brunszwiku, ale potem znów wrócił do kamieniołomów. W pamiętnym dniu 12 maja 1945 roku robotnicy zostali uwolnieni przez amerykańskich żołnierzy. Wprawdzie kapitulacja została podpisana 8 maja, ale w górach wojska niemieckie jeszcze walczyły. Po zakończeniu wojny wrócił do rodzinnego domu. Musiał jednak go opuścić, gdyż jako współzałożyciel partyzanckiego oddziału walczącego z sowieckim okupantem był szykowany przez ówczesne władze. Wyjechał na Pomorze Zachodnie, do Łobza, gdzie rozpoczął pracę wychowawczą wśród trudnej młodzieży. W roku 1946 przeprowadził się wraz z żoną Zdzisławą do Szczecina. Zamieszkali na Pogodnie. W roku 1966 ukończył Wydział Prawa Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Zdobył także wyższe wykształcenie pedagogiczne po to, by bez reszty poświęcić się dzieciom upośledzonym umysłowo. Chcąc lepiej poznać jej problemy, ukrył swoje wyższe wykształcenie. Zaocznie skończył technikum budowlane. Przed przejściem na emeryturę pracował w OHP o profilu budowlanym. Ze swoim wojennym bohaterstwem i cierpieniem nie obnosił się nigdy, zawsze natomiast był człowiekiem bardzo skromnym. Nigdy też nie wyrzekł się swojej głębokiej wiary katolickiej. Został zwolniony z etatu kierownika Izby Dziecka za to, że jego dwaj synowie poszli do Pierwszej Komunii Świętej. Przez kolejne dwa lata za wierność Bogu i Kościołowi był bezrobotnym. Jan Steć zmarł 12 stycznia 2007 roku, jako zapomniany bohater drugiej wojny światowej. Opracowano na podstawie: Bogdan Nowak "Jan Steć - pierwszy polski partyzant", Źródło 9/2009 Przez:Poczet
Bohaterów
sobota, 06 lutego 2010
Ryszard H. Kozłowski, Al. Nowak: Jaka Polska, Kraków-Wrocław 2009, uwagi do książki sporządzone piórem Zb. Dmochowskiego.
Uwagi do str. 53-56: Autorzy piszą, że „ Kościół katolicki w Polsce, od tysiąca lat, zajmuje miejsce wyjątkowe, dlatego tez wyjątkowo brutalnie i okrutnie jest maltretowany, szczególnie ten, który stoi przy „ciemnogrodzie” i „ moherowych beretach”. I to sformułowanie nie jest do końca prawdziwe. To nie Kościół katolicki w Polsce stoi aktualnie przy „ciemnogrodzie” i „moherowych beretach”, ale „moherowe berety” tez podlegają zarówno ewangelizacji , jak i politycznej manipulacji, która nabiera niebezpiecznego znaczenia w okresach wyborów prezydenckich, parlamentarnych i samorządowych. Jeżeli w tzw. „stałej instrukcji masońskiej” mówi się, że „ Naszym ostatecznym celem jest ten sam, co cel Voltairea i Francuskiej Rewolucji, zniszczenia katolicyzmu, a nawet samej myśli chrześcijańskiej, która jeżeli pozostanie na ruinach Rzymu, stanie się odrodzeniem chrześcijaństwa później”., to jak należy rozumieć wypowiedź abpa H. Muszyńskiego w 1997r., że „ Kościołowi nie chodzi bynajmniej o odbudowę jakiejś znanej w przeszłości chrześcijańskiej Europy, lecz o odnalezienie tych korzeni i tych wartości, które dla naszego kontynentu są bardzo istotne. Przyznał, że Kościół w pełni akceptuje zasadę pluralizmu i właśnie w jej imię pragnie do wspólnego skarbca wnosić wartości wypisane na sztandarach rewolucji francuskiej: „równość, wolność i braterstwo, które w istocie są wartościami głęboko chrześcijańskimi”. Do tego dochodzi wypowiedź bpa Pieronka również z 1997r., który powiedział: „ Trzydniowa wizyta w Brukseli przełamała dotychczasowe opory i potwierdziła gotowość działania Kościoła na rzecz zbliżenia z Unią. Unia jest tworem ponadwyznaniowym i ponadreligijnym, ale także pluralistycznym religijnie i pozwala na walkę o prawa, które głosi i wyznaje Kościół.. Po spotkaniu w Brukseli jasne jest, że Kościół będzie nastawiony prozjednoczeniowo. Jeżeli natomiast chodzi o oczekiwania Unii wobec Polski i Kościoła w Polsce, pragnie by Kościół pozostał sobą , by nie wypierał się swych chrześcijańskich korzeni, tradycji i kultury”. Jak te wypowiedzi z roku 1997 dwóch hierarchów Kościoła katolickiego w Polsce mają się do wypowiedzi Prymasa Tysiąclecia , ks. Stefana Kardynała Wyszyńskiego (październik 1952r.) :” Kościół polski ma swoich wrogów nie tylko w komunizmie, ale i w masonerii, i w pogańskim kapitalizmie”.(...) Autorzy piszą , że : „ Panujący w Polsce system wartości , oparty na kanonach cywilizacji łacińskiej , od wieków pozwolił żyć w zgodzie różnym społecznościom zamieszkującym polska ziemię. Polacy, Rusini, Litwini, Germanie, Ormianie i Zydzi , żyli bezkonfliktowo w polskim państwie, posiadając przywileje nie spotykane w innych krajach. Szczególnie dotyczy to diaspory żydowskiej, która od wieków, wypędzano z różnych krajów Europy. Polska swych granic nigdy przed nimi nie zamykała. Polskie granice były zawsze dla Zydów otwarte. Diaspora żydowska znajdowała w Polsce zawsze bezpieczny azyl”. Tylko po Rewolucji Październikowej , z Rosji do Polski, przybyło ponad 600 tysięcy Zydów”. Autorzy nie piszą jednak o tym, że żydowscy przywódcy Rewolucji Październikowej byli przeszkoleni w najwyższej rangi szkołach rabinackich w Lidzie i że znaczna ich liczba objęła poważne stanowiska w organach służb specjalnych sowieckich, które dokonywały poważnych działań na szkodę Polski i Polaków w latach 1918 – 1939, a także po 17 września 1939r. Dalej Autorzy stwierdzają, że: „ By nie wzorować się na niegodziwych i brutalnych wzorcach naszych wrogów, zgodnie z prawdą należy powiedzieć, że nie można tych haniebnych zachowań przypisywać całej społeczności żydowskiej. Podobnie, jak nie można twierdzić, że PRL była dziełem czysto żydowskim”. Ale zgodnie z badaniami IPN we władzach polskich w okresie 1945-1956 procent Zydów w wielu resortach wynosił ponad 50%. Na stronie 107 Autorzy piszą, że :” Nie wspomina się o tym, że Izrael był budowany rękami polskich Zydów.” Przy okazji władze izraelskie stwierdziły, że Zydzi z Polski, którzy przybyli do Izraela w latach 1948-1968 byli to ludzie posiadający często wyższe wykształcenie, a poziom uczelni, które kończyli w Polsce musiał być bardzo wysoki, gdyż przybysze z Polski po rocznych uzupełnieniach stanowili najlepszą kadrę fachowców w Izraelu. Na stronie 109 Autorzy relacjonują, że : „ Srodek nocy, luty 1940 r., czterdziestostopniowy mróz. Zbiry z NKWD dają na spakowanie dobytku dla całej rodziny, pół godziny. Zabierano wszystkich , jak popadło! Od niemowląt w kołysce poczynając, na obłożnie chorych i starcach, stojących nad grobem, kończąc. Ladowano w bydlęce wagony. Bez jedzenia i picia. Bez ogrzewania. Ludzie mali i zamarzali zanim eszelon ruszył w nieznane”. W związku z tym, mam pytanie do Autorów. Czy taką wizję przemieszczania Polaków na Syberię przedstawia i publikuje współpracujący Memoriał rosyjski z Kartą polską ? A może Instytut Pamięci Narodowej przenosi w ciągu Memoriał-Karta inną wizję przemieszczeń – humanitarne transporty z Polakami, opieka lekarska na postojach między Polską a Syberią , itp.? Jest więc pytanie, czy tylko Zydzi i Rosjanie fałszują historię lat 1939-1945.?. A może w roku 2009 wystawa o prześladowaniach Polaków przez Niemców i Sowietów na Placu Piłsudskiego, zorganizowana przez Kartę polską wnosiła również wiele dezinformacji czyli kłamstw. A oglądali ją zarówno ludzie starsi znający te matactwa, ale tez ludzie w średnim wieku i młodzież szkolna oraz studencka, której mieszano w głowach przy okazji rocznicy 1 i 17 września 1939r. W tej sprawie zadałem pytanie przedstawicielowi Karty polskiej na spotkaniu w Domu spotkań z Historia w Warszawie. Odpowiedź tego przedstawiciela przy pełnej sali słuchaczy była co najmniej „mętna”, bo inna być nie mogła. Na stronie 110 Autorzy anonsują, że:”O Katyniu kłamano przez 50 lat. Robili to także ci, którzy kłamią dzisiaj”. Muszę tu wprowadzić pewną znacząca korektę. Strona sowiecka jest odpowiedzialna za ludobójstwo na kresach w latach II wojny światowej. Przy czym ludobójstwo to miało kilka form: ludobójcze wywózki na Sybir, ludobójcze działania w gułagach oraz bezpośrednie ludobójstwo w formie np. zbrodni katyńskiej. Liczba zamordowanych Polaków na kresach podczas II wojny światowej można ocenić na około 1,5-2,0 milionów ( zbrodnia katyńska obejmowała około 20-30 tysięcy osób). Tymczasem prof. Paczkowski , wybitny ekspert IPN mówi o liczbie około 1 miliona „represjonowanych „Polaków na kresach, w tym 20 tysięcy Polaków zamordowanych w Katyniu. Kto tu informuje
(mówi prawdę), a kto dezinformuje (kłamie)? Na stronie 110 autorzy umieszczają zdanie dotyczące Jedwabnego. „ Niewiele wcześniej , były prowadzone w miejscu zbrodni prace ekshumacyjne, przerwane decyzją ówczesnego Ministra Sprawiedliwości, Lecha Kaczyńskiego, a obecnego Prezydenta R.P.” Czy Autorzy połączyli powyższy fakt z przygotowaniem i ratyfikacją Traktatu z Lizbony, budującego podstawy IMPERIUM EUROPA przez prof. Lecha Kaczyńskiego, obecnego Prezydenta R.P., aby stwierdzić: nie może być to kandydat Wspólnoty Rodaków na następną kadencję prezydencką w 1910 roku. Na stronie 111 Autorzy przypominają o treści depeszy Prezydenta R.P., który stwierdził: „Dobre stosunki z Izraelem i żydowską diasporą na całym świecie są jednym z priorytetów polskiej polityki zagranicznej”. Czy Autorzy nie widzą tu nutki filosemityzmu zarówno Pana Prezydenta R.P., jak i całej formacji Prawa i Sprawiedliwości? To tłumaczyłoby wiele z historii PiS, jako partii rządzącej (2005-2007r.) oraz jako partii opozycyjnej (2007-2010r.) (...)Na stronie 118 Autorzy bez konsultacji z szeroka opinią polską piszą : „ Nikt dziś nikt nie domaga się od bolszewickiej bandy zadośćuczynienia, domagamy się jedynie prawdy. Dochodzenie sprawiedliwości też jest poza zasięgiem zdrowego rozsądku. Wymóg głoszenia prawdy to wręcz konstytucyjny obowiązek polskich mediów. Tego kryterium polskie media nie wypełniają.” W tej wypowiedzi Autorów widać wyraźnie jednoznaczny wpływ propagandy i dezinformacji tych kręgów, którym zależy, aby długi z tytułu II wojny światowej były traktowane jedynie jako wirtualne. Gratuluję Autorom książki!!! (...)
środa, 03 lutego 2010
Wszak jestem Polką!
Zobacz
więcej
Emilia Plater (1806-1831) dowódca oddziału
w powstaniu listopadowym Emilia Plater urodziła się... 13 listopada
1806 roku w Wilnie (prawdopodobnie przy ulicy Wielkiej). Była jedyną córką Anny
z von Mohlów i hrabiego Franciszka Ksawerego Platera. Obie te rodziny były od
dawna osiadłe w Kurlandii oraz w Inflantach Polskich (dzisiejsza Łotwa). Matka
Emilii była kobietą wykształconą. Wczesne dzieciństwo i pierwsze lata nauki
spędziła Emilia w wileńskim domu rodziców. Nie było to dzieciństwo szczęśliwe,
ponieważ ojciec prowadził hulaszczy tryb życia. W roku 1815 między rodzicami
Emilii doszło do ostatecznego spięcia, po którym matka opuściła wileński dom,
zabierając córkę. Obie zamieszkały w majątku Liksna w okolicach Dyneburga w
Inflantach Polskich, należącym do wuja i ciotki Emilii - Izabeli Zyberk-Plater.
Emilia od 10 roku życia wychowywała się i pobierała nauki razem z chłopcami.
Rówieśnikami i najbliższymi towarzyszami jej zabaw byli dwaj kuzyni - starszy od
niej o rok Ludwik i młodszy o tyleż Kazimierz. Dużo czytała, wielkie wrażenie
wywarła na niej historia Joanny d'Arc, która obok Tadeusza Kościuszki i greckiej
bohaterki Bubuliny była jej ideałem. Portret Bubuliny, Greczynki, która w czasie
powstania greckiego ofiarowała cały swój majątek na rzecz powstańców, uzbroiła 3
okręty i sama nimi dowodziła, wisiał w pokoju Platerówny. Otrzymała bardzo
staranne wychowanie. Pisała poezje, śpiewała, grała na fortepiani, pięknie
rysowała. Opanowała język niemiecki i francuski. Poza tym uprawiała fechtunek,
jazdę konną, myślistwo, dużo wędrowała. Tajemnicza przyjaciółka hrabianki -
panna D. - wspominała w pismach, że Emilia stawiała przed sobą niebezpieczne
zadania, żeby pokonywać własną słabość. Np. trenowała upadki z konia. O
ukształtowaniu się osobowości Emilii i o roli, jaką miała spełnić, niewątpliwie
zadecydowały jej historyczne zainteresowania. Popierała ówczesny ruch
młodzieżowy i patriotyczny, czytała lektury Filomatów i Filaretów, zachwycała
się dziełami wielkich romantyków: Goethego i Schillera. Wykazywała również duże
zainteresowanie ludem wiejskim. W roku 1823 dłuższy czas przebywała w Dusiatach
u ciotki Apolinary, z której synami Cezarym i Władysławem zajmowała się badaniem
warunków życia chłopów na wsi. Michał Marks tak ją opisał: "Pierwsza ona - bodaj
iż się nie mylę - z zapałem właściwym czystym i szlachetnym sercom oddała się
duszą ludowi białoruskiemu, badała jego biedę, współczuła jej starając się wedle
możliwości ulżyć ją, zbierała i śpiewała jego piosenki, płaciła hojnie za ich
dostarczanie. (...) Raz nawet uściskami i całusami zaprosiła moją matkę tańczyć
z nią lepietuchę, a ta nie mogła odmówić kaprysowi samowolnej lecz miłej Emilki
(...) Potem zapytała: 'Ale droga Kasiu czy wiesz, żem nauczyła się hałasić?'
Hałasić mogą tylko dzieci na mogiłach swych rodziców, żony nad swymi mężami,
matki nad trupami dzieci, lub przy odprawie synów w rekruty. Śpiew to rzewny,
tęskny, płaczliwy, wywołany bólem serdecznym, improwizowany do okoliczności,
zakrawający na wycie i niepodobny do naśladowania. Dla tej jednak, co ukochała
lud z całego serca nic nie było niepodobnym i dźwięcznym głosem zaczęła (...) I
wszystkie cierpienia, wszystkie tortury życia chłopka białoruskiego były tu
szczegółowo wyliczone, dosadnie określone i głęboko odczute. Ojciec mój słuchał
z zalożonymi po napoleońsku rękami, a gdy skończyła wstrząsną głową i westchnął.
'Emilciu, aniołku, cóż to za piosenka! Aż mi rzewno' - ściskając ją zawołała
matka. Grajek rękami łzy ocierał, a ja stałem osłupiały". W latach 1824-1829
Emilia dużo podróżowała zarówno po Inflantach, jak i po Litwie i Białorusi.
Odbyła również dłuższą, a ostatnią przed powstaniem, podróż do Warszawy,
Częstochowy i Krakowa. O rękę Emilii starał się Rosjanin - generał Kabłukow.
Emilia jednak odmówiła. Ponoć miała odpowiedzieć: "Wszak jestem Polką!" Jej
decyzja wypływała z głębokich uczuć patriotycznych, ponadto kochała podobno
innego mężczyznę - młodego kapitana inżynierii, Saksończyka, barona Dal-Iwing,
który miał uczyć młodych Platerów matematyki. Znajomość ta jednak nie trwała
długo. Otóż odrzucony generał Kabłukow, zazdrosny o czas spędzany przez młodych
na wspólnych lekcjach, zlecał kapitanowi tyle zajęć, że ten nie miał czasu na
wizyty w Liksnie. W końcu zmęczony sytuacją oficer sam poprosił o przeniesienie
służbowe. W roku 1830 zmarła jej matka. Śmierć matki była dla niej ciężkim
przeżyciem. Znany wszystkim wizerunek Emilii jako młodziutkiej dziewczyny,
smukłej, o niewinnym spojrzeniu i słodkim profilu, z rozwianymi włosami - nie ma
nic, albo niewiele wspólnego z jej rzeczywistym wyglądem. Ta tak bardzo
rozpowszechniona litografia Stręczyńskiego została wyidealizowana już po jej
śmierci. Ignacy Domeyko tak ją opisywał w pamiętnikach: "niskiej urody, blada,
niepiękna, ale okrągłej, przyjemnej, sympatycznej twarzy, błękitnych oczu,
kształtnej, ale niesilnej budowy; była poważną, bardziej surową, niż ujmującą w
obejściu się, mało mówiąca i spojrzeniem nakazująca dla siebie należne względy i
przyzwoitość". Z kolei wspomniany już Michał Marks pisał, że "zamożna i
hulaszcza młodzież wojskowa, zachwycona wdziękami panny Plater, kręciła się koło
niej szalenie, a ona znudzona trzpiotowatą natarczywością i nie zawsze zgrabnym
nadskakiwaniem tych - jak ich w oczy nazywała amorków północnych (les petits
amours du nord) stroniła, o ile mogła od balów i resursy, wymawiając się zwykle
niby jakąś dolegliwością i uciekając do swojej matki, a swej lubej Kasi na
przyjacielskie uściski i pogadanki". 29 listopada 1830 r. w Warszawie wybucha
powstanie listopadowe. W grudniu wieść o tym dociera z Warszawy do Wilna i
zapala do boju Litwę i Żmudź. Emilia jest jedną z pierwszych inicjatorek
samodzielnego powstania na Litwie. Jako kobieta nie zostaje jednak dopuszczona
do narad komitetu kierującego w Wilnie. Podejmuje sama plan zdobycia Dyneburga.
W toku przygotowań porozumiała się ze swoimi dwoma krewnymi z miejscowej szkoły
podchorążych, którzy przyrzekli, że elewowie chwycą za broń i uderzą na załogę
fortecy, gdy powstańcy zbliżą się do Dyneburga. 25 marca 1831 roku Juliusz
Grużewski rozpoczął działania partyzanckie, wyparł Rosjan z miejscowości
Rosienie, dając tym samym hasło do powstania na Litwie. Emilia natychmiast
przystępuje do działania, obcina swoje długie włosy, każe sobie i swej
towarzyszce Marii Prószyńskiej (obie przyjaźniły się od dawna) uszyć stroje
męskie. Uzbrojona w pistolety i sztylet wyrusza walczyć w powstaniu. Sformowany
przez nią oddział partyzancki liczył 280 strzelców, kilkuset chłopów kosynierów
i 60 kawalerzystów. Wraz z oddziałem rozpoczęła marsz w kierunku Dyneburga, po
drodze do oddziału dołączali wciąż ochotnicy. 29 marca 1831 wkroczyła do
Dusiatów, gdzie pod rozwiniętą flagą Polski zachęcała okoliczną ludność do
przyłączenia się do powstania. 30 marca 1831 r. wraz ze swym hufcem zajęła
stację Dangiele. 2 kwietnia jej oddział zniósł kompanię piechoty rosyjskiej pod
Ucianami. 4 kwietnia uderzyła na kolumnę wojsk rosyjskich gen. Schirmana, która
zmierzała w rejon koncentracji głównych sił rosyjskich w Dyneburgu. Oddział
Emilii Plater opanował Jeziorosy, gdzie zdążono wpisać do akt grodzkich akt
powstania. Zaskoczenie Dyneburga nie powiodło się powstańcom, młodzi
zrewoltowani podchorążowie zostali wysłani do obozu Dybicza. Wobec
pogarszającego się położenia militarnego, Emilia zrezygnowała ostatecznie z
ataku na Dyneburg. Emilia dzieliła z podkomendnymi wszystkie trudy walki
partyzanckiej, zyskała sobie wkrótce ich miłość i uznanie, chociaż w świecie
salonów nie szczędzono jej złośliwych uwag i zarzutów niemoralności. W zaciętych
walkach, stoczonych z Schirmanem pod Ucianą i Oniksztami oddział Emilii poniósł
znaczne straty w zabitych i rannych, uległ rozproszeniu, resztę Emilia Plater
przyłączyła do oddziału Cezarego Platera. W zaistniałej sytuacji wraz z Marią
Prószyńską 30 kwietnia przyłączyła się do oddziału Karola Załuskiego,
rozłożonego obozem pod Poniewieżem. Obie wstąpiły do oddziału wolnych strzelców
wiłkomierskich. Pod komendą Załuskiego wzięła udział 4 maja w niepomyślnie
zakończonej potyczce pod Prestowianami. Po porażce wolni strzelcy udali się do
swojego powiatu i 17 maja zajęli Wiłkomierz. Tu Emilia spotkała się z Marią
Raszanowiczówną, która stała się odtąd jej nieodłączną towarzyszką. Razem z
Marią Emilia walczyła w oddziałach partyzanckich Konstantego Parczewskiego pod
Mejszagołą. W Garbielowie - 5 czerwca - była świadkiem spotkania kilku partii
litewskich z zagonem kawaleryjskim przybyłym z Królestwa Polskiego pod
dowództwem gen. Dezyderego Chłapowskiego. On to nadał Emilii Plater honorowy
stopień kapitana i powierzył jej dowództwo I kompanii 25 Pułku Piechoty Liniowej
(i jednocześnie zaproponował Emilli powrót do domu, którego kategorycznie
odmówiła). Gdy jej pułk 27-28 czerwca toczył ciężkie i zakończone niepowodzeniem
walki o utrzymanie Kowna, Emilia Plater na czele swojej kompanii zdobyła
Rosienie, ubezpieczając tym samym flankę całej operacji. Reorganizowane resztki
25. pułku, eskortujące wozy z zaopatrzeniem dla armii Giełguda wpadły następnie
w zasadzkę pod Szawlami i tylko cudem uniknęły rozbicia. Emilia wykazać miała
się tam szczególnym męstwem i odwagą. 9 lipca, na naradzie wojennej w
Kurszankach, postanowiono podzielić siły polskie na 3 korpusy. Emilia Plater
znalazła się pod dowództwem gen. Chłapowskiego. Kiedy ten ostatni postanowił
złożyć broń i przekroczyć granicę Prus Wschodnich oświadczyła: Lepiej byłoby
umrzeć, niż skończyć takim upokorzeniem. W celu kontynuowania walki postanowiła
wraz z Raszanowiczówną i kuzynem Cezarym Platerem przedostać się do Warszawy.
Przez dziesięć dni w przebraniu chłopskim Platerówna i jej towarzysze szli do
Królestwa, ukrywając się po lasach, prowadzeni przez wieśniaka Żmudzina. Trudy
wędrówki - zmęczenie, głód, bezsenność - okazały się jednak ponad siły fizyczne
Emilii. Paliła ją gorączka, zemdloną z wyczerpania Cezary i Maria zanieśli do
wiejskiej chaty już w Augustowskiem. Cezary Plater udał się w dalszą drogę do
Warszawy. Emilia i Maria znalazły schronienie w gościnnym dworze Ignacego
Abłamowicza w Justianowie w pow. sejneńskim. Emilię kurowano tam i ukrywano jako
bonę pod nazwiskiem Korawińskiej. Mimo troskliwej opieki, którą została
otoczona, Emilia Plater po przyjęciu sakramentów świętych umiera 23 grudnia
1831r . Zwłoki jej zostały przewiezione do Kopciowa w dobrach Abłamowiczów
(dzisiaj Kapčiamiestis na Litwie) i złożone na miejscowym cmentarzu. Mogiła
istnieje do dzisiaj.
Przez:Poczet
Bohaterów
piątek, 29 stycznia 2010
Niemiły artykul w 4 nr Polityki z dnia 23 stycznia 2010 r
![]() Drodzy Przyjaciele
W nr 4( 2740) z dnia 23 stycznia 2010 r na str
23-25 ukazal się duzy bo 3 atronicowy artykul na temat formacji patriotycznej
Polskie Drużyny Strzeleckie, ktorą od 2004 r.
kieruję a która odgrywa coraz wiekszą role w ksztaltowaniu narodowego
patriotyzmu w Polsce.
Artykuł stara sie obrzydzac dzialania patriotyczne
. Zniechęca do pozytywnej aktywnosci spolecznej i samodzielnosci
myślenia.
Być moze jest to sygnal do akcji zwiększenia
antynarodowego zamordyzmu w Polsce i prawnego ubezwasnowolnienia Polaków we
wlasnej Ojczyźnie .
Prosze o wnikliwe zapoznanie sie z jego treścią i
odczywanie informacji miedzy wierszami.
Po zakończeniu 22 do - 24 styczeń Marszu Śladem
Powstania Styczniowego:
Szydlowiec Suchedniow , Bodzentyn, Wąchock
podyskutujemy na forum
Szydlowiec 22 styczeń 2010 r
Pozdrawiam serdecznie.
Komendant Naczelny PDS gen ds Jan G.
Grudniewski. ----- Original Message -----
From: Grudn
Sent: Friday, January 22, 2010 11:11
PM
Subject: Niemiły artykul w 4 nr Polityki z
dnia 23 stycznia 2010 r
sobota, 23 stycznia 2010
W związku ze świadomym oszukiwaniem naiwnych Polaków i katolików, apeluję do sumień prawych Polaków i katolików
Szanowni potencjalni wyborcy R.P.! Zbliżają się wybory prezydenckie, samorządowe i parlamentarne w Polsce. Partie rządzące (PO i PSL) oraz opozycyjne (PiS i SLD) przygotowują się do tych wyborów wmawiając potencjalnym wyborcom, że będą to normalne wybory, jakie były przeprowadzane od 1989r. Tymczasem po sprzedaży Rzeczypospolitej Polskiej związanej z datami 1/2 kwietnia 2008r. oraz 10 października 2009r. , w ramach których zarówno wymienione partie, jak i Prezydent R.P. zrzekły się suwerenności Polski , zgodnie z zapisami Traktatu z Lizbony oraz stworzyły warunki do powstania ateistycznego IMPERIUM EUROPA na gruzach państw narodowych Unii Europejskiej, będą to wybory partii kolaboranckich typu targowickiego przy błogosławieństwie kapelanów tych partii. W okresie Targowicy najwyższą karą za kolaborację była kara śmierci i dotyczyła zarówno Polaków , jak i Litwinów. Katoliccy patrioci kierujący się miłosierdziem nie będą żądali takiej kary dla organizatorów kolaboranckich wyborów, ale wszyscy kandydaci z list wyborczych kolaboranckich partii powinni być traktowani przez potencjalnych wyborców (rodaków - Polaków), jak TREDOWACI. Jeszcze raz podkreślam, że dotyczy to wszystkich nadchodzących wyborów (PREZYDENCKICH, SAMORZADOWYCH i PARLAMENTARNYCH). Wymieniona kara nie podlega jakiemukolwiek przedawnieniu. Zabawa w kandydowanie poszczególnych kolaborantów, dyskusje w mediach i najprzeróżniejsze sądaże odnośnie wyników tych kolaboranckich wyborów powinny być traktowane z najwyższą pogardą i lekceważeniem. W związku z tą sytuacja oraz świadomym oszukiwaniem naiwnych Polaków i katolików, apeluję do sumień prawych Polaków i katolików , tworzących wielką WSPOLNOTE RODAKOW o przygotowanie się do zastąpienia dominującej FRAKCJI ANTYPOLONIZMU w Parlamencie R.P. i Samorzadach R.P. oraz niewiarygodnego Prezydenta R.P. poprzez odpowiedzialne przed BOGIEM i HISTORIA osoby, gwarantujące realizację trwałej polityki FILOPOLONIZMU (PATRIOTYZMU NARODOWEGO) bez domieszek filosemityzmu i filogermanizmu. Z poważaniem Zbigniew Dmochowski, dr hab. inż., em. prof. P.B., WILNIANIN
środa, 20 stycznia 2010
NIK zawiadomiła prokuraturę o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez członków kierownictwa Urzędu Miejskiego w Gdańsku
Witaj SOWA!Sz.P. Media podały dzisiaj, że Najwyższa Izba Kontroli zawiadomiła prokuraturę o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez członków kierownictwa Urzędu Miejskiego w Gdańsku. Sprawa ma związek z raportem Najwyższej Izby Kontroli, na temat gospodarowania nieruchomościami w Gdańsku. Według NIK urzędnicy nie dopełnili obowiązków, przez co wyrządzono gminie szkodę majątkową na blisko 4,4 mln zł. Wniosek do prokuratury jest konsekwencją raportu NIK na temat gospodarowania nieruchomościami w Gdańsku Jedną z osób bezpośrednio związaną ze sprawą jest Wiceprezydent Gdańska Maciej Lisicki. Według opinii Zarządu PIPH opisane w protokole NIK bezprawne poczynania Urzędu Miasta, za które odpowiada Prezydent Gdańska Paweł Adamowicz wraz zastępcami, w tym Wiceprezydentem Maciejem Lisickim, to jest tylko fragment brudnych interesów prowadzonych przez grupę kolesiów w białych kołnierzykach. Nadal aktualne jest wezwanie Pomorskiej Izby Przemysłowo-Handlowej z 2004 r. skierowane do Prezydenta Adamowicza o ujawnienie sposobu rozdysponowania obiektów, majątku, za który Prezydent Gdańska odpowiada. - Liczymy na rozliczenie wieloletniego bezprawia w Gdańsku przez prokuraturę , inne organa w szczególności przez 33 Radnych Gdańskich… 2 grudnia 2009 r. złożyłem w Prokuraturze Apelacyjnej w Gdańsku doniesienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa, tj. działania Prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza i Wiceprezydenta Macieja Lisickiego w zorganizowanej grupie przestępczej, popełnienia przestępstw niegospodarności, łamania ustawy o jawności finansów publicznych ,ustawy o pracownikach samorządowych, szantażu, dewastacji zabytkowego majątku gminy do kradzieży dobra kultury włącznie, wymuszania niekorzystnego rozporządzenia majątkiem, przestępstw przeciwko działalności samorządu terytorialnego przez przekroczenie swoich uprawnień i niedopełnienia obowiązków, działanie na szkodę interesu publicznego i prywatnego. z poważaniem Prezes Pomorskiej Izby Przemysłowo-Handlowej Jerzy Kowalski WWW.piph.pl -- Pozdrowienia, Jerzy Kowalski Sent: Wednesday, January 20, 2010 11:05 AM http://groups.google.de/group/sowa-frankfurt/browse_thread/thread/3d68fb3985bbdf82?hl=pl http://pkn.blox.pl/2010/01/Stefan-Kosiewski-Do-Jerzego-Kowalskiego-Prezesa.html
poniedziałek, 11 stycznia 2010
Według mojej wiedzy testowanie leków na Polakach trwa na dobre od 1992 roku.
Tylko pod krzyżem, tylko pod tym znakiem Polska jest Polską a Polak Polakiem
![]() ...czy w roku 1927 była konieczność usunięcia krzyża i przerwania ciągłości 400-letniej? Dopiero odpowiedź na to daje właściwe wskazanie. Nawrót zaś do prawidłowego stanu rzeczy tym mocniej narzuca się świadomości narodowej polskiej, że osadzone w Polsce w r. 1944/45 rządy najazdu żydokomunistycznego usunęły z głowy orła - jako godła państwowego - także koronę, a zaciekle zwalczają krzyż (...) ![]() ...Przywrócenie krzyża na koronie wymagałoby przywrócenia orłowi korony zamkniętej, a co za tym idzie odpowiedniej zmiany w rysunku głowy orła i stylowego zestrojenia. Prostszym może wyjściem byłby powrót do .rysunku głowy orła z 1919 roku. Nie ma z punktu widzenia naukowego żadnej co do tego przeszkody, gdyby to uznano za potrzebne, jak brak również argumentów historycznych uzasadniających konieczność takiej zmiany (...) http://krzysztofcierpisz.wordpress.com/2007/07/02/bialy-orzel-w-koronie-z-krzyzem/
czwartek, 07 stycznia 2010
147 rocznica Wybuchu Powstania Styczniowego Szydłowiec, Suchedniów, Bodzentyn, Wąchock
Marsze te organizowane przez działaczy Federacji RÓWNOŚĆ , WOLNOŚC i NIEPODLEGŁOŚC zawsze miały wydźwięk narodowy i antykomunistyczny. http://sowa-frankfurt.ning.com/profile/janGGrudniewski Po powstaniu w 1831 r. „Car Mikołaj hojnie łaską swoją wszystkich Żydów obsypywał, szczególnie Żydów w Królestwie, którzy mu się nie mało na szkodę powstańców przysłużyli.” „Po upadku powstania, pisze X. prof. Trzeciak, miejsce szlachty i inteligencji polskiej, która częściowo wyginęła, częściowo została zesłana na Sybir lub wyjechała z kraju na tułaczkę, zajęli Żydzi chrzczeni, którzy dla awansu przyjmowali religję chrześcijańską; chrzciły się również i Żydówki i wychodziły za mąż za chrzczonych Żydów dla podtrzymania ducha i rasy. Wielkie majątki szlacheckie zajmowali Żydzi chrzczeni, którzy dorabiali się wielkich fortun- W policji politycznej zajęci byli przeważnie Żydzi chrzczeni i niechrzczeni”… 10) Rola Żydów w powstaniu 1863 r. jest podobna do roli w 1831 r. Żydzi służą Moskalom, denuncjują powstańców. Niekiedy ta zdradziecka robota przybiera osobliwe formy. Jedni zdradzają powstanie a drudzy stają na czele akcji powstańczej. Fakt ten tłumaczy się tym, iż powstanie, które było rozpaczliwą i bohaterską walką narodu przeciw najeźdźcy – odpowiadało zamiarom żydostwa, pragnącego zguby Polaków – bowiem w powstaniu ginął najlepszy element polski o co właśnie Żydom i ich sprzymierzeńcom chodziło. Stąd też, gdy Żyd Artur Goldman (skądinąd skarbnik powstańczy) zdradza bohaterskiego wodza powstania 1863 r. Romualda Traugutta, to jednocześnie na czele akcji powstańczej stają Żydzi wychrzczeni: Karol Majewski i Józef Piotrówski. 11) 10) Ks. Dr. St.
Trzeciak: „Talmud o gojach a kwestja żydow ska w Polsce”, str. 321. http://krzysztofcierpisz.wordpress.com/ |
Archiwum
Ostatnie notki
Zakładki:
EU-Fotos
Freunde - Przyjaciele
IN POLEN - W POLSCE
KOSIEWSKI
Księga - Gästebuch
KULTUR
LITERATURA
Narodowi socjaliści - komuniści - inne
NASZE
POLONIA i Polacy poza granicami RP
SOWA
SOWA RADIO
SOWA VIDEO
UNIA & POLSKA
YES - POLAND
|