w stosunku do żydokracji, żydołaków, żydokomuny, żydokościoła i żydokorowców
poniedziałek, 08 lutego 2010
Jan Steć, 15-letni partyzant decyzją nieodpowiedzialnego wychowawcy, podharcmistrza Szubartowskiego
Sowa Magazyn Europejski
W dawnych czasach nie było fotografii dokumentujących dla przyszłości twarz i postać Bohatera, dlatego musieli ludzie wykuwać ich podobizny w kamieniu. Zastępowanie dzisiaj oryginalnej, ostatniej fotografii Jana Stecia jakąś odpustową fotką przygłupa w groteskowej pozie i karnawałowym stroju kompromituje Poczet Bohaterów Narodu Polskiego, a chyba nie o to Ci chodzi, żeby odrzucać życzliwe uwagi i obstawać przy popełnionych błędach.
Dlaczego nie poprosisz wdowy po Janie Steciu, pani Zdzisławy o inną fotografię jej Małżonka, jeżeli nie rozumiesz, że sfotografowała się przy trumnie zmarłego z Szacunku do niego, a nie dlatego, że ktoś mógłby sobie - jak Ty - pomyśleć, że Jan Steć nie życzyłby sobie tego, żeby wdowa upowszechniała w internecie jego ostatni wizerunek.
Twoje obiekcje w tej materii wynikają z pośpiechu, który sobie narzuciłeś,, a uwaga wpisana przez WKL nie wnosi nic do naszej wymiany uwag, odciąga od myślenia dlatego przypomnijmy w tym miejscu Poetę: "Wiódł ślepy kulawego, dobrze im się działo...".
Morał z tego wiersza taki, że mądrzy ludzie przyjmują sobie do serca uwag życzliwych osób, a ignorancja gryzie dłoń, która się do niej z Pokarmem Nauk wyciąga.
 
Steć Jan (1924-2007)
dowódca pierwszego oddziału partyzanckiego w II wojnie światowej


Urodził się 17 ...kwietnia 1924 roku w Rogatce koło Dubienki na Lubelszczyźnie, w rodzinie o patriotycznych tradycjach. Jego ojciec Julian został odznaczony Krzyżem Walecznych za udział w bitwie nad Niemnem w roku 1920. Uczestnictwo w wojnie polsko-bolszewickiej przypłacił kalectwem. W tej wojnie śmierć ponieśli stryjowie Jana Stecia: Antoni i Józef. Polegli 16 września 1920 roku w walkach pod Dytiatynem, który otrzymał nazwę drugich (obok Zadwórza) "Polskich Termopil". Pośmiertnie zostali odznaczeni orderem Viltuti Millitari. Jan od najmłodszych lat był przygotowany do służby Ojczyźnie. Wstąpił do Związku Harcerstwa Polskiego i tu przeszedł odpowiednie szkolenie wojskowe.

Kiedy 17 września Armia Czerwona przekroczyła granice Polski, mieszkańcy Dubienki rozpoczęli obronę przed sowieckim najeźdźcą. Miejscowy nauczyciel i podharcmistrz Edward Szubartowski powiedział do kilku harcerzy: „To jest czwarty rozbiór. Daliśmy sobie rade z trzema zaborcami, damy rade pokonać dwóch. Od dzisiaj rozwiązuję harcerstwo i powołuje w jego miejsce Polską Organizację Powstańczą”. Stała się ona pierwszym oddziałem partyzanckim pierwszej wojny obronnej 1939 roku. Na dowódcę POP-u wyznaczono 15-letniego Jana Stecia. Przyjął pseudonim "Jana Wasteja". Po miesiącu jego oddział liczył kilkunastu młodych obrońców Ojczyzny. W krótkim czasie zorganizowano uzbrojenie i amunicję. 28 września Sowieci wycofali się za Bug. Dwa dni później do Dubienki wtargnęli Niemcy. Początkowo drużyna "Wasteja" ograniczyła się do przenoszenia meldunków oraz informacji podchorążemu "Krukowi", dowódcy oddziału partyzantki powrześniowej.

Na przełomie kwietnia i maja 1940 roku "Kruk" wydał rozkaz rozbicia transportu niemieckiego, zdążającego do Chełma do Hrubieszowa. Sygnałem rozpoczynającym akcję była czerwona raca. Gdyby partyzanci zobaczyli białą racę, mieli się wycofać bez wszczynania walki. W wyniku ostrzału dwunastu samochodów z niemieckimi żołnierzami, został zniszczony cały transport, a cztery samochody uległy całkowitemu spaleniu. Trwało to zaledwie kilka minut, ku kompletnemu zaskoczeniu hitlerowców. Straty po stronie wroga były duże: kilkudziesięciu rannych i zabitych. Partyzanci nie odnieśli żadnych obrażeń. Po tej udanej akcji Polskich powstańców Niemcy mścili się na miejscowej ludności cywilnej; często całe wsie były wysiedlane i kierowane do obozu koncentracyjnego w Majdanku.

Jan Steć cudem ocalał z takiej łapanki. Wspominał: „Stałem akurat za drzwami gdy z całą siłą pchnęli je Niemcy i weszli do środka. Nikt za nie nie zajrzał, dlatego przeżyłem. Rodzicom udało się wcześniej uciec, ale zginęły dwie moje siostry.”

Ostatnia z akcji pod kierunkiem Stecia miała miejsce w ostatnią noc roku 1941. Partyzanci, ubrani w białe prześcieradła, niewidoczni na tle zaśnieżonego Bugu, czołgali się po zamarzniętej rzece. Granicy pilnowali niemieccy żołnierze w białych kożuchach. „Gdy zauważyliśmy niemieckich agresorów, było już za późno - tak zapamiętał sylwestrową noc nasz bohater - weszliśmy w sam kocioł. Zorientowaliśmy się dopiero dwa metry przed Niemcami.”

Jan Steć wraz z sześcioma partyzantami zostali złapani i osadzeni w pobliskiej strażnicy. Potem przewieziono ich na Gestapo do Chełma. Na szczęście meldunków Niemcy nie znaleźli, gdyż przedtem tajne wiadomości, zapisane na niewielkim skrawku papieru, udało się partyzantom schować w śniegu Polscy kurierzy zostali osadzeni w obozie koncentracyjnym w Majdanku. Ponieważ ten obóz ciągle był w budowie, umieszczono ich w Trawnikach, gdzie na terenie ogrodzonym siatką stłoczono 6 tys. osób. Spali pod gołym niebem, na żwirze. Każdej nocy zamarzało kilkudziesięciu więźniów. Dzienna porcja żywieniowa wynosiła 20 dkg chleba i pół litra wody ze studni. Na stu skazanych przypadał jeden kubek.

Z końcem lutego 1942 roku Jan Steć trafił do obozu w Majdanku, gdzie wraz z 3 tys. więźniów przebywał w bloku nr 3. Wskutek głodu i chorób liczba więźniów z dnia na dzień malała. W tym obozie koncentracyjnym Steć uratowany został od śmierci. „Dostałem od Niemca pałą w głowę. Straciłem przytomność i odzyskałem ją, gdy chcieli mnie zabrać do krematorium. Koledzy ubłagali hitlerowców, żebym został.” - wspominał.

Bohaterskiego partyzanta przydzielono do całodziennej morderczej pracy układania bruku. Po jej zakończeniu więźniowie otrzymywali litr zupy. Latem dożywiali się chwastami, liśćmi kapusty, buraków i rabarbaru. Po kilku miesiącach Steć został przeniesiony do lżejszej pracy, w magazynie. W sierpniu 1942 roku został zwolniony z obozu. Więźniów wyprowadzono na szosę Lublin-Chełm i pozostawiono. Rozeszli się w różnych kierunkach. Witała ich serdecznie ludność poszczególnych miejscowości.

„Wystawiali nam jedzenie na okna, ale niektórzy byli tak słabi, że nie mieli sił włożyć pokarmu do ust. Wyglądaliśmy jak kościotrupy. Całe ciała mieliśmy pogryzione przez wszy. Mój ojciec wyjechał po mnie furmanką, ale mnie minął, bo mnie nie poznał. Dopiero gdy krzyknąłem, to zawrócił i zapłakał nade mną” - wspomina Jan Steć.

Organizm młodego Jana był tak wycieńczony, że nikt nie dawał mu szans na przeżycie. Po sześciu tygodniach domowego pobytu zjawili się w domu Steciów hitlerowcy, by aresztować Jana i wywieźć go na przymusowe roboty do Niemiec; najpierw do Hannoveru, a potem do kamieniołomów w Górach Harzu. W międzyczasie zmuszono go do rocznej pracy w fabryce metalowej w Brunszwiku, ale potem znów wrócił do kamieniołomów.

W pamiętnym dniu 12 maja 1945 roku robotnicy zostali uwolnieni przez amerykańskich żołnierzy. Wprawdzie kapitulacja została podpisana 8 maja, ale w górach wojska niemieckie jeszcze walczyły. Po zakończeniu wojny wrócił do rodzinnego domu. Musiał jednak go opuścić, gdyż jako współzałożyciel partyzanckiego oddziału walczącego z sowieckim okupantem był szykowany przez ówczesne władze. Wyjechał na Pomorze Zachodnie, do Łobza, gdzie rozpoczął pracę wychowawczą wśród trudnej młodzieży. W roku 1946 przeprowadził się wraz z żoną Zdzisławą do Szczecina. Zamieszkali na Pogodnie. W roku 1966 ukończył Wydział Prawa Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Zdobył także wyższe wykształcenie pedagogiczne po to, by bez reszty poświęcić się dzieciom upośledzonym umysłowo. Chcąc lepiej poznać jej problemy, ukrył swoje wyższe wykształcenie. Zaocznie skończył technikum budowlane. Przed przejściem na emeryturę pracował w OHP o profilu budowlanym.

Ze swoim wojennym bohaterstwem i cierpieniem nie obnosił się nigdy, zawsze natomiast był człowiekiem bardzo skromnym. Nigdy też nie wyrzekł się swojej głębokiej wiary katolickiej. Został zwolniony z etatu kierownika Izby Dziecka za to, że jego dwaj synowie poszli do Pierwszej Komunii Świętej. Przez kolejne dwa lata za wierność Bogu i Kościołowi był bezrobotnym. Jan Steć zmarł 12 stycznia 2007 roku, jako zapomniany bohater drugiej wojny światowej.

Opracowano na podstawie: Bogdan Nowak "Jan Steć - pierwszy polski partyzant", Źródło 9/2009
Zobacz więcej
6 minut(y) temu · ·
sobota, 06 lutego 2010
Ryszard H. Kozłowski, Al. Nowak: Jaka Polska, Kraków-Wrocław 2009, uwagi do książki sporządzone piórem Zb. Dmochowskiego.

 Prof. Zbigniew Dmochowski

Uwagi do str. 53-56:

 

Autorzy piszą, że „ Kościół  katolicki w Polsce, od tysiąca lat, zajmuje miejsce wyjątkowe, dlatego tez wyjątkowo brutalnie i okrutnie jest maltretowany, szczególnie ten, który stoi przy  „ciemnogrodzie” i „ moherowych beretach”.

I to sformułowanie  nie jest do końca prawdziwe. To nie Kościół katolicki  w Polsce stoi  aktualnie przy „ciemnogrodzie”  i „moherowych beretach”, ale „moherowe berety” tez podlegają  zarówno ewangelizacji , jak i politycznej manipulacji, która nabiera  niebezpiecznego  znaczenia  w okresach wyborów prezydenckich, parlamentarnych i samorządowych.

Jeżeli  w tzw. „stałej instrukcji masońskiej” mówi się, że „ Naszym ostatecznym  celem  jest ten  sam, co cel Voltairea i Francuskiej  Rewolucji, zniszczenia  katolicyzmu, a nawet  samej myśli chrześcijańskiej, która  jeżeli  pozostanie  na ruinach  Rzymu, stanie się odrodzeniem  chrześcijaństwa później”., to jak należy rozumieć wypowiedź  abpa H. Muszyńskiego w 1997r., że „ Kościołowi nie chodzi  bynajmniej  o odbudowę  jakiejś  znanej  w przeszłości  chrześcijańskiej Europy, lecz o odnalezienie  tych korzeni  i tych wartości, które dla naszego kontynentu  są bardzo istotne. Przyznał, że Kościół  w pełni akceptuje zasadę pluralizmu i właśnie w jej imię  pragnie  do wspólnego skarbca wnosić wartości  wypisane  na sztandarach  rewolucji francuskiej: „równość, wolność i braterstwo, które w istocie  są wartościami głęboko chrześcijańskimi”.

Do tego dochodzi  wypowiedź  bpa Pieronka również z 1997r., który powiedział: „ Trzydniowa wizyta w Brukseli  przełamała  dotychczasowe  opory  i potwierdziła  gotowość działania Kościoła na rzecz zbliżenia  z Unią. Unia jest tworem ponadwyznaniowym i ponadreligijnym, ale także pluralistycznym religijnie i pozwala na walkę  o prawa, które głosi i wyznaje Kościół.. Po spotkaniu w Brukseli  jasne jest, że Kościół będzie nastawiony prozjednoczeniowo. Jeżeli natomiast  chodzi  o oczekiwania Unii wobec Polski i Kościoła w Polsce, pragnie by Kościół  pozostał sobą , by nie wypierał  się swych  chrześcijańskich  korzeni, tradycji  i kultury”.

Jak te wypowiedzi z roku 1997  dwóch hierarchów  Kościoła katolickiego  w Polsce  mają się  do wypowiedzi Prymasa Tysiąclecia , ks. Stefana Kardynała Wyszyńskiego (październik 1952r.) :” Kościół polski  ma swoich  wrogów  nie tylko  w komunizmie, ale  i w  masonerii, i w pogańskim kapitalizmie”.(...)


Autorzy piszą , że : „ Panujący w Polsce  system  wartości , oparty na kanonach  cywilizacji  łacińskiej , od wieków pozwolił żyć w zgodzie różnym społecznościom zamieszkującym polska ziemię. Polacy, Rusini, Litwini, Germanie, Ormianie i Zydzi , żyli bezkonfliktowo w polskim państwie, posiadając przywileje nie spotykane w innych krajach.

Szczególnie dotyczy to diaspory żydowskiej, która od wieków, wypędzano  z różnych krajów Europy. Polska swych granic nigdy przed nimi  nie zamykała. Polskie granice były zawsze dla Zydów otwarte. Diaspora żydowska znajdowała w Polsce zawsze bezpieczny azyl”. Tylko po Rewolucji Październikowej , z Rosji do Polski, przybyło  ponad 600 tysięcy Zydów”.

Autorzy nie piszą jednak o tym, że żydowscy przywódcy  Rewolucji Październikowej byli przeszkoleni  w najwyższej rangi szkołach rabinackich  w Lidzie i że znaczna ich liczba  objęła poważne stanowiska w organach służb specjalnych sowieckich, które  dokonywały poważnych  działań na szkodę Polski i Polaków w latach 1918 – 1939, a także  po 17 września 1939r.

Dalej Autorzy  stwierdzają, że: „ By nie wzorować  się  na niegodziwych  i brutalnych  wzorcach naszych  wrogów, zgodnie z prawdą  należy powiedzieć, że nie można  tych haniebnych zachowań przypisywać całej społeczności żydowskiej. Podobnie, jak nie można  twierdzić, że PRL była dziełem czysto żydowskim”.

Ale zgodnie  z badaniami IPN we władzach polskich  w okresie  1945-1956 procent Zydów  w wielu resortach  wynosił ponad 50%.

Na stronie 107 Autorzy piszą, że :” Nie wspomina się  o tym, że Izrael był budowany  rękami  polskich Zydów.”

Przy okazji władze izraelskie  stwierdziły, że  Zydzi  z Polski, którzy  przybyli  do Izraela w latach 1948-1968  byli to ludzie  posiadający często wyższe  wykształcenie, a poziom  uczelni, które kończyli w Polsce musiał być bardzo wysoki, gdyż przybysze z Polski po rocznych  uzupełnieniach  stanowili  najlepszą kadrę  fachowców  w Izraelu.


Na stronie 109 Autorzy relacjonują, że : „ Srodek  nocy, luty 1940 r., czterdziestostopniowy  mróz. Zbiry z NKWD  dają  na spakowanie  dobytku  dla całej rodziny, pół godziny. Zabierano wszystkich , jak popadło! Od niemowląt  w kołysce poczynając, na obłożnie  chorych i starcach, stojących nad grobem, kończąc. Ladowano  w bydlęce wagony.  Bez jedzenia i picia. Bez ogrzewania.  Ludzie mali i zamarzali  zanim eszelon ruszył w nieznane”.

W związku z tym, mam pytanie do Autorów. Czy taką wizję  przemieszczania  Polaków  na Syberię  przedstawia i publikuje współpracujący  Memoriał rosyjski z Kartą polską ? A może Instytut Pamięci Narodowej przenosi  w ciągu Memoriał-Karta inną wizję  przemieszczeń – humanitarne  transporty z Polakami, opieka lekarska na postojach między Polską  a Syberią , itp.?

Jest więc pytanie, czy tylko Zydzi i Rosjanie  fałszują historię  lat 1939-1945.?.

A może w roku 2009  wystawa  o prześladowaniach Polaków przez Niemców i Sowietów  na Placu Piłsudskiego, zorganizowana  przez Kartę  polską wnosiła  również  wiele dezinformacji czyli kłamstw.  A oglądali ją zarówno  ludzie starsi znający  te matactwa, ale tez  ludzie  w średnim wieku i młodzież szkolna oraz studencka, której mieszano w głowach  przy okazji rocznicy  1 i 17 września  1939r. W tej sprawie zadałem pytanie  przedstawicielowi Karty polskiej na spotkaniu  w Domu spotkań  z Historia w Warszawie. Odpowiedź tego przedstawiciela  przy pełnej  sali słuchaczy była co najmniej „mętna”, bo inna być nie mogła.

Na stronie 110  Autorzy anonsują, że:”O Katyniu  kłamano  przez 50 lat. Robili to także ci, którzy kłamią dzisiaj”.

Muszę tu wprowadzić pewną znacząca  korektę. Strona sowiecka jest  odpowiedzialna za ludobójstwo na kresach  w latach II wojny światowej. Przy czym  ludobójstwo to  miało  kilka form: ludobójcze wywózki na Sybir, ludobójcze działania w gułagach  oraz bezpośrednie ludobójstwo  w formie np. zbrodni katyńskiej.

Liczba zamordowanych  Polaków  na kresach podczas II wojny światowej można ocenić  na około 1,5-2,0 milionów  ( zbrodnia katyńska  obejmowała  około 20-30 tysięcy osób). Tymczasem prof. Paczkowski , wybitny ekspert IPN mówi o liczbie około 1 miliona „represjonowanych „Polaków na kresach, w tym 20 tysięcy  Polaków zamordowanych  w Katyniu.

Kto tu informuje (mówi prawdę), a kto dezinformuje (kłamie)?

Na stronie 110  autorzy  umieszczają zdanie dotyczące Jedwabnego.

„ Niewiele wcześniej , były  prowadzone  w miejscu  zbrodni  prace ekshumacyjne, przerwane  decyzją  ówczesnego Ministra Sprawiedliwości, Lecha Kaczyńskiego, a obecnego Prezydenta R.P.”

Czy Autorzy  połączyli  powyższy fakt z przygotowaniem i ratyfikacją Traktatu  z Lizbony, budującego podstawy IMPERIUM EUROPA przez prof. Lecha Kaczyńskiego, obecnego Prezydenta R.P., aby  stwierdzić: nie może być to kandydat Wspólnoty Rodaków  na następną kadencję prezydencką w 1910 roku.

Na stronie 111 Autorzy przypominają  o treści depeszy Prezydenta R.P., który stwierdził:

„Dobre stosunki z Izraelem  i żydowską diasporą na całym świecie są jednym z priorytetów  polskiej  polityki zagranicznej”.

Czy Autorzy nie widzą tu nutki filosemityzmu zarówno Pana Prezydenta R.P., jak i całej formacji Prawa i Sprawiedliwości?

To tłumaczyłoby  wiele  z historii PiS, jako partii rządzącej (2005-2007r.) oraz jako partii opozycyjnej  (2007-2010r.)

 

(...)Na stronie 118 Autorzy bez konsultacji  z szeroka opinią polską piszą : „ Nikt dziś nikt  nie domaga się  od  bolszewickiej bandy  zadośćuczynienia, domagamy się  jedynie prawdy. Dochodzenie sprawiedliwości  też jest poza zasięgiem  zdrowego rozsądku. Wymóg głoszenia prawdy  to wręcz  konstytucyjny obowiązek  polskich mediów. Tego kryterium  polskie media  nie wypełniają.”

W tej wypowiedzi Autorów  widać  wyraźnie  jednoznaczny  wpływ propagandy i dezinformacji tych kręgów, którym zależy, aby długi  z tytułu  II wojny światowej były traktowane jedynie jako wirtualne. Gratuluję Autorom książki!!! (...)

 

Zbigniew Dmochowski

środa, 03 lutego 2010
Wszak jestem Polką!
Nasza CzeladźNasza Czeladź  Sformowany przez nią oddział partyzancki liczył 280 strzelców,
kilkuset chłopów kosynierów i 60 kawalerzystów. Wraz z oddziałem
rozpoczęła marsz w kierunku Dyneburga, po drodze do oddziału dołączali
wciąż ochotnicy. 29 marca 1831 wkroczyła do Dusiatów, gdzie pod
rozwiniętą flagą Polski zachęcała okoliczną ludność do przyłą...czenia się
do powstania. 30 marca 1831 r. wraz ze swym hufcem zajęła stację
Dangiele. 2 kwietnia jej oddział zniósł kompanię piechoty rosyjskiej
pod Ucianami. 4 kwietnia uderzyła na kolumnę wojsk rosyjskich gen.
Schirmana, która zmierzała w rejon koncentracji głównych sił rosyjskich
w Dyneburgu. Oddział Emilii Plater opanował Jeziorosy, gdzie zdążono
wpisać do akt grodzkich akt powstania.
Zobacz więcej
Emilia Plater (1806-1831) dowódca oddziału w powstaniu listopadowym Emilia Plater urodziła się... 13 listopada 1806 roku w Wilnie (prawdopodobnie przy ulicy Wielkiej). Była jedyną córką Anny z von Mohlów i hrabiego Franciszka Ksawerego Platera. Obie te rodziny były od dawna osiadłe w Kurlandii oraz w Inflantach Polskich (dzisiejsza Łotwa). Matka Emilii była kobietą wykształconą. Wczesne dzieciństwo i pierwsze lata nauki spędziła Emilia w wileńskim domu rodziców. Nie było to dzieciństwo szczęśliwe, ponieważ ojciec prowadził hulaszczy tryb życia. W roku 1815 między rodzicami Emilii doszło do ostatecznego spięcia, po którym matka opuściła wileński dom, zabierając córkę. Obie zamieszkały w majątku Liksna w okolicach Dyneburga w Inflantach Polskich, należącym do wuja i ciotki Emilii - Izabeli Zyberk-Plater. Emilia od 10 roku życia wychowywała się i pobierała nauki razem z chłopcami. Rówieśnikami i najbliższymi towarzyszami jej zabaw byli dwaj kuzyni - starszy od niej o rok Ludwik i młodszy o tyleż Kazimierz. Dużo czytała, wielkie wrażenie wywarła na niej historia Joanny d'Arc, która obok Tadeusza Kościuszki i greckiej bohaterki Bubuliny była jej ideałem. Portret Bubuliny, Greczynki, która w czasie powstania greckiego ofiarowała cały swój majątek na rzecz powstańców, uzbroiła 3 okręty i sama nimi dowodziła, wisiał w pokoju Platerówny. Otrzymała bardzo staranne wychowanie. Pisała poezje, śpiewała, grała na fortepiani, pięknie rysowała. Opanowała język niemiecki i francuski. Poza tym uprawiała fechtunek, jazdę konną, myślistwo, dużo wędrowała. Tajemnicza przyjaciółka hrabianki - panna D. - wspominała w pismach, że Emilia stawiała przed sobą niebezpieczne zadania, żeby pokonywać własną słabość. Np. trenowała upadki z konia. O ukształtowaniu się osobowości Emilii i o roli, jaką miała spełnić, niewątpliwie zadecydowały jej historyczne zainteresowania. Popierała ówczesny ruch młodzieżowy i patriotyczny, czytała lektury Filomatów i Filaretów, zachwycała się dziełami wielkich romantyków: Goethego i Schillera. Wykazywała również duże zainteresowanie ludem wiejskim. W roku 1823 dłuższy czas przebywała w Dusiatach u ciotki Apolinary, z której synami Cezarym i Władysławem zajmowała się badaniem warunków życia chłopów na wsi. Michał Marks tak ją opisał: "Pierwsza ona - bodaj iż się nie mylę - z zapałem właściwym czystym i szlachetnym sercom oddała się duszą ludowi białoruskiemu, badała jego biedę, współczuła jej starając się wedle możliwości ulżyć ją, zbierała i śpiewała jego piosenki, płaciła hojnie za ich dostarczanie. (...) Raz nawet uściskami i całusami zaprosiła moją matkę tańczyć z nią lepietuchę, a ta nie mogła odmówić kaprysowi samowolnej lecz miłej Emilki (...) Potem zapytała: 'Ale droga Kasiu czy wiesz, żem nauczyła się hałasić?' Hałasić mogą tylko dzieci na mogiłach swych rodziców, żony nad swymi mężami, matki nad trupami dzieci, lub przy odprawie synów w rekruty. Śpiew to rzewny, tęskny, płaczliwy, wywołany bólem serdecznym, improwizowany do okoliczności, zakrawający na wycie i niepodobny do naśladowania. Dla tej jednak, co ukochała lud z całego serca nic nie było niepodobnym i dźwięcznym głosem zaczęła (...) I wszystkie cierpienia, wszystkie tortury życia chłopka białoruskiego były tu szczegółowo wyliczone, dosadnie określone i głęboko odczute. Ojciec mój słuchał z zalożonymi po napoleońsku rękami, a gdy skończyła wstrząsną głową i westchnął. 'Emilciu, aniołku, cóż to za piosenka! Aż mi rzewno' - ściskając ją zawołała matka. Grajek rękami łzy ocierał, a ja stałem osłupiały". W latach 1824-1829 Emilia dużo podróżowała zarówno po Inflantach, jak i po Litwie i Białorusi. Odbyła również dłuższą, a ostatnią przed powstaniem, podróż do Warszawy, Częstochowy i Krakowa. O rękę Emilii starał się Rosjanin - generał Kabłukow. Emilia jednak odmówiła. Ponoć miała odpowiedzieć: "Wszak jestem Polką!" Jej decyzja wypływała z głębokich uczuć patriotycznych, ponadto kochała podobno innego mężczyznę - młodego kapitana inżynierii, Saksończyka, barona Dal-Iwing, który miał uczyć młodych Platerów matematyki. Znajomość ta jednak nie trwała długo. Otóż odrzucony generał Kabłukow, zazdrosny o czas spędzany przez młodych na wspólnych lekcjach, zlecał kapitanowi tyle zajęć, że ten nie miał czasu na wizyty w Liksnie. W końcu zmęczony sytuacją oficer sam poprosił o przeniesienie służbowe. W roku 1830 zmarła jej matka. Śmierć matki była dla niej ciężkim przeżyciem. Znany wszystkim wizerunek Emilii jako młodziutkiej dziewczyny, smukłej, o niewinnym spojrzeniu i słodkim profilu, z rozwianymi włosami - nie ma nic, albo niewiele wspólnego z jej rzeczywistym wyglądem. Ta tak bardzo rozpowszechniona litografia Stręczyńskiego została wyidealizowana już po jej śmierci. Ignacy Domeyko tak ją opisywał w pamiętnikach: "niskiej urody, blada, niepiękna, ale okrągłej, przyjemnej, sympatycznej twarzy, błękitnych oczu, kształtnej, ale niesilnej budowy; była poważną, bardziej surową, niż ujmującą w obejściu się, mało mówiąca i spojrzeniem nakazująca dla siebie należne względy i przyzwoitość". Z kolei wspomniany już Michał Marks pisał, że "zamożna i hulaszcza młodzież wojskowa, zachwycona wdziękami panny Plater, kręciła się koło niej szalenie, a ona znudzona trzpiotowatą natarczywością i nie zawsze zgrabnym nadskakiwaniem tych - jak ich w oczy nazywała amorków północnych (les petits amours du nord) stroniła, o ile mogła od balów i resursy, wymawiając się zwykle niby jakąś dolegliwością i uciekając do swojej matki, a swej lubej Kasi na przyjacielskie uściski i pogadanki". 29 listopada 1830 r. w Warszawie wybucha powstanie listopadowe. W grudniu wieść o tym dociera z Warszawy do Wilna i zapala do boju Litwę i Żmudź. Emilia jest jedną z pierwszych inicjatorek samodzielnego powstania na Litwie. Jako kobieta nie zostaje jednak dopuszczona do narad komitetu kierującego w Wilnie. Podejmuje sama plan zdobycia Dyneburga. W toku przygotowań porozumiała się ze swoimi dwoma krewnymi z miejscowej szkoły podchorążych, którzy przyrzekli, że elewowie chwycą za broń i uderzą na załogę fortecy, gdy powstańcy zbliżą się do Dyneburga. 25 marca 1831 roku Juliusz Grużewski rozpoczął działania partyzanckie, wyparł Rosjan z miejscowości Rosienie, dając tym samym hasło do powstania na Litwie. Emilia natychmiast przystępuje do działania, obcina swoje długie włosy, każe sobie i swej towarzyszce Marii Prószyńskiej (obie przyjaźniły się od dawna) uszyć stroje męskie. Uzbrojona w pistolety i sztylet wyrusza walczyć w powstaniu. Sformowany przez nią oddział partyzancki liczył 280 strzelców, kilkuset chłopów kosynierów i 60 kawalerzystów. Wraz z oddziałem rozpoczęła marsz w kierunku Dyneburga, po drodze do oddziału dołączali wciąż ochotnicy. 29 marca 1831 wkroczyła do Dusiatów, gdzie pod rozwiniętą flagą Polski zachęcała okoliczną ludność do przyłączenia się do powstania. 30 marca 1831 r. wraz ze swym hufcem zajęła stację Dangiele. 2 kwietnia jej oddział zniósł kompanię piechoty rosyjskiej pod Ucianami. 4 kwietnia uderzyła na kolumnę wojsk rosyjskich gen. Schirmana, która zmierzała w rejon koncentracji głównych sił rosyjskich w Dyneburgu. Oddział Emilii Plater opanował Jeziorosy, gdzie zdążono wpisać do akt grodzkich akt powstania. Zaskoczenie Dyneburga nie powiodło się powstańcom, młodzi zrewoltowani podchorążowie zostali wysłani do obozu Dybicza. Wobec pogarszającego się położenia militarnego, Emilia zrezygnowała ostatecznie z ataku na Dyneburg. Emilia dzieliła z podkomendnymi wszystkie trudy walki partyzanckiej, zyskała sobie wkrótce ich miłość i uznanie, chociaż w świecie salonów nie szczędzono jej złośliwych uwag i zarzutów niemoralności. W zaciętych walkach, stoczonych z Schirmanem pod Ucianą i Oniksztami oddział Emilii poniósł znaczne straty w zabitych i rannych, uległ rozproszeniu, resztę Emilia Plater przyłączyła do oddziału Cezarego Platera. W zaistniałej sytuacji wraz z Marią Prószyńską 30 kwietnia przyłączyła się do oddziału Karola Załuskiego, rozłożonego obozem pod Poniewieżem. Obie wstąpiły do oddziału wolnych strzelców wiłkomierskich. Pod komendą Załuskiego wzięła udział 4 maja w niepomyślnie zakończonej potyczce pod Prestowianami. Po porażce wolni strzelcy udali się do swojego powiatu i 17 maja zajęli Wiłkomierz. Tu Emilia spotkała się z Marią Raszanowiczówną, która stała się odtąd jej nieodłączną towarzyszką. Razem z Marią Emilia walczyła w oddziałach partyzanckich Konstantego Parczewskiego pod Mejszagołą. W Garbielowie - 5 czerwca - była świadkiem spotkania kilku partii litewskich z zagonem kawaleryjskim przybyłym z Królestwa Polskiego pod dowództwem gen. Dezyderego Chłapowskiego. On to nadał Emilii Plater honorowy stopień kapitana i powierzył jej dowództwo I kompanii 25 Pułku Piechoty Liniowej (i jednocześnie zaproponował Emilli powrót do domu, którego kategorycznie odmówiła). Gdy jej pułk 27-28 czerwca toczył ciężkie i zakończone niepowodzeniem walki o utrzymanie Kowna, Emilia Plater na czele swojej kompanii zdobyła Rosienie, ubezpieczając tym samym flankę całej operacji. Reorganizowane resztki 25. pułku, eskortujące wozy z zaopatrzeniem dla armii Giełguda wpadły następnie w zasadzkę pod Szawlami i tylko cudem uniknęły rozbicia. Emilia wykazać miała się tam szczególnym męstwem i odwagą. 9 lipca, na naradzie wojennej w Kurszankach, postanowiono podzielić siły polskie na 3 korpusy. Emilia Plater znalazła się pod dowództwem gen. Chłapowskiego. Kiedy ten ostatni postanowił złożyć broń i przekroczyć granicę Prus Wschodnich oświadczyła: Lepiej byłoby umrzeć, niż skończyć takim upokorzeniem. W celu kontynuowania walki postanowiła wraz z Raszanowiczówną i kuzynem Cezarym Platerem przedostać się do Warszawy. Przez dziesięć dni w przebraniu chłopskim Platerówna i jej towarzysze szli do Królestwa, ukrywając się po lasach, prowadzeni przez wieśniaka Żmudzina. Trudy wędrówki - zmęczenie, głód, bezsenność - okazały się jednak ponad siły fizyczne Emilii. Paliła ją gorączka, zemdloną z wyczerpania Cezary i Maria zanieśli do wiejskiej chaty już w Augustowskiem. Cezary Plater udał się w dalszą drogę do Warszawy. Emilia i Maria znalazły schronienie w gościnnym dworze Ignacego Abłamowicza w Justianowie w pow. sejneńskim. Emilię kurowano tam i ukrywano jako bonę pod nazwiskiem Korawińskiej. Mimo troskliwej opieki, którą została otoczona, Emilia Plater po przyjęciu sakramentów świętych umiera 23 grudnia 1831r . Zwłoki jej zostały przewiezione do Kopciowa w dobrach Abłamowiczów (dzisiaj Kapčiamiestis na Litwie) i złożone na miejscowym cmentarzu. Mogiła istnieje do dzisiaj.
piątek, 29 stycznia 2010
Niemiły artykul w 4 nr Polityki z dnia 23 stycznia 2010 r


Drodzy Przyjaciele
W nr 4( 2740) z dnia 23 stycznia 2010 r  na str 23-25 ukazal się duzy bo 3 atronicowy artykul na temat formacji patriotycznej 
Polskie Drużyny Strzeleckie,   ktorą od 2004 r. kieruję a która odgrywa coraz wiekszą role w ksztaltowaniu narodowego patriotyzmu w Polsce.
Artykuł stara sie obrzydzac dzialania patriotyczne . Zniechęca do pozytywnej aktywnosci spolecznej i samodzielnosci myślenia.
Być moze jest to sygnal do  akcji zwiększenia antynarodowego zamordyzmu w Polsce i  prawnego ubezwasnowolnienia Polaków we wlasnej Ojczyźnie .
Prosze o wnikliwe zapoznanie sie z jego treścią i odczywanie informacji miedzy wierszami.
 Po zakończeniu  22 do  - 24 styczeń Marszu Śladem Powstania Styczniowego:
 Szydlowiec Suchedniow , Bodzentyn, Wąchock podyskutujemy na forum 
Szydlowiec  22 styczeń 2010 r
Pozdrawiam serdecznie.
 
Komendant Naczelny PDS gen ds Jan G. Grudniewski.

----- Original Message -----
From: Grudn
Sent: Friday, January 22, 2010 11:11 PM
Subject: Niemiły artykul w 4 nr Polityki z dnia 23 stycznia 2010 r
sobota, 23 stycznia 2010
W związku ze świadomym oszukiwaniem naiwnych Polaków i katolików, apeluję do sumień prawych Polaków i katolików

 Prof. Zbigniew Dmochowski

Szanowni potencjalni wyborcy R.P.!
Zbliżają się wybory prezydenckie, samorządowe i parlamentarne w Polsce.
Partie rządzące (PO i PSL) oraz opozycyjne  (PiS i SLD) przygotowują
się  do tych wyborów  wmawiając potencjalnym  wyborcom, że będą  to
normalne  wybory, jakie  były przeprowadzane  od 1989r.
Tymczasem  po sprzedaży  Rzeczypospolitej Polskiej  związanej  z datami 
1/2 kwietnia  2008r. oraz 10 października  2009r. , w ramach których 
zarówno wymienione  partie, jak  i Prezydent R.P.  zrzekły się 
suwerenności  Polski , zgodnie  z zapisami  Traktatu z Lizbony oraz
stworzyły  warunki  do powstania  ateistycznego IMPERIUM EUROPA na
gruzach  państw  narodowych  Unii Europejskiej, będą to wybory partii
kolaboranckich typu targowickiego przy błogosławieństwie kapelanów tych
partii.
W okresie Targowicy  najwyższą karą za kolaborację  była kara śmierci i
dotyczyła zarówno Polaków , jak i Litwinów.
Katoliccy patrioci  kierujący się  miłosierdziem  nie będą żądali 
takiej kary dla organizatorów  kolaboranckich wyborów, ale wszyscy
kandydaci  z list  wyborczych  kolaboranckich partii powinni  być
traktowani przez potencjalnych  wyborców (rodaków - Polaków), jak
TREDOWACI. Jeszcze raz podkreślam, że dotyczy  to wszystkich
nadchodzących wyborów (PREZYDENCKICH, SAMORZADOWYCH i PARLAMENTARNYCH).
Wymieniona kara nie podlega jakiemukolwiek przedawnieniu.
Zabawa w kandydowanie  poszczególnych  kolaborantów, dyskusje w mediach
i najprzeróżniejsze sądaże odnośnie  wyników tych kolaboranckich 
wyborów powinny być
 traktowane  z najwyższą pogardą i lekceważeniem.
W związku z tą sytuacja oraz świadomym oszukiwaniem naiwnych Polaków i
katolików, apeluję  do sumień prawych Polaków i katolików , tworzących
wielką  WSPOLNOTE RODAKOW o przygotowanie się do zastąpienia 
dominującej FRAKCJI ANTYPOLONIZMU w Parlamencie R.P. i Samorzadach R.P.
oraz niewiarygodnego Prezydenta R.P. poprzez odpowiedzialne przed BOGIEM
i HISTORIA osoby, gwarantujące  realizację  trwałej polityki
FILOPOLONIZMU (PATRIOTYZMU NARODOWEGO) bez domieszek filosemityzmu i
filogermanizmu.
Z poważaniem
Zbigniew Dmochowski, dr hab. inż., em. prof. P.B., WILNIANIN
środa, 20 stycznia 2010
NIK zawiadomiła prokuraturę o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez członków kierownictwa Urzędu Miejskiego w Gdańsku
Witaj SOWA!

Sz.P.

Media podały dzisiaj, że Najwyższa Izba Kontroli zawiadomiła prokuraturę o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez członków kierownictwa Urzędu Miejskiego w Gdańsku. Sprawa ma związek z raportem Najwyższej Izby Kontroli, na temat gospodarowania nieruchomościami w Gdańsku. Według NIK urzędnicy nie dopełnili obowiązków, przez co wyrządzono gminie szkodę majątkową na blisko 4,4 mln zł.
Wniosek do prokuratury jest konsekwencją raportu NIK na temat gospodarowania nieruchomościami w Gdańsku
Jedną z osób bezpośrednio związaną ze sprawą jest Wiceprezydent Gdańska Maciej Lisicki. Według opinii Zarządu PIPH opisane w protokole NIK bezprawne poczynania Urzędu Miasta, za które odpowiada Prezydent Gdańska Paweł Adamowicz wraz zastępcami, w tym Wiceprezydentem Maciejem Lisickim, to jest tylko fragment brudnych interesów prowadzonych przez grupę kolesiów w białych kołnierzykach. Nadal aktualne jest wezwanie Pomorskiej Izby Przemysłowo-Handlowej z 2004 r. skierowane do Prezydenta Adamowicza o ujawnienie sposobu rozdysponowania obiektów, majątku, za który Prezydent Gdańska odpowiada.
- Liczymy na rozliczenie wieloletniego bezprawia w Gdańsku przez prokuraturę , inne organa  w szczególności przez 33 Radnych Gdańskich…
 2 grudnia 2009 r.  złożyłem  w Prokuraturze Apelacyjnej w Gdańsku doniesienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa, tj. działania Prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza i Wiceprezydenta Macieja Lisickiego w zorganizowanej grupie przestępczej, popełnienia przestępstw niegospodarności, łamania ustawy o jawności finansów publicznych ,ustawy o pracownikach samorządowych, szantażu, dewastacji zabytkowego majątku gminy do kradzieży dobra kultury włącznie, wymuszania niekorzystnego rozporządzenia majątkiem, przestępstw przeciwko działalności samorządu terytorialnego przez przekroczenie swoich uprawnień i niedopełnienia obowiązków, działanie na szkodę interesu publicznego i prywatnego.

 z poważaniem

Prezes Pomorskiej Izby Przemysłowo-Handlowej
Jerzy Kowalski 
WWW.piph.pl
--
Pozdrowienia,
 Jerzy Kowalski
Sent: Wednesday, January 20, 2010 11:05 AM
http://groups.google.de/group/sowa-frankfurt/browse_thread/thread/3d68fb3985bbdf82?hl=pl
http://pkn.blox.pl/2010/01/Stefan-Kosiewski-Do-Jerzego-Kowalskiego-Prezesa.html
poniedziałek, 11 stycznia 2010
Według mojej wiedzy testowanie leków na Polakach trwa na dobre od 1992 roku.
Od Tomaszów Mazowiecki, "rewitalizacja"

Czy i tym razem będzie sprawa karna za użycie określenia "króliki doświadczalne"?
 
Według mojej wiedzy testowanie leków na Polakach trwa na dobre od 1992 roku. 
Gazeta Rzeczpospolita w wydaniu z dn. 09.01.2010 zamieszcza artykuł "Polowanie na króliki",
http://www.rp.pl/artykul/416924.html
w którym opisuje testowanie leków na Polakach (w tym testowanie szczepionek).
W 1994 roku będąc członkiem rady nadzorczej (działającej społecznie) jednego ze szpitali doprowadziłem do udokumentowania przez radę nadzoczą tego procederu.
Skutek tego był taki, że wojewoda w trybie natychmiastowym bezprawnie odwołał wszystkich członków z tej rady nadzorczej. Ówczesny premier RP stwierdził to bezprawie i nakazał wojewodzie przywrócenie składu rady nadzorczej. Do tego jednak nigdy nie doszło.
Nie mając już możliwości działania w radzie nadzorczej wystąpiłem na posiedzeniu sejmiku wojewódzkiego i poinformowałem radnych o tym procederze używając przy tym określenia "króliki doświadczalne".
Część środowiska lekarskiego poczuło się śmiertelnie obrażonych moją wypowiedzią na tym sejmiku i wytoczono mi za to proces karny z oskarżenia publicznego - stawiając po drodze również zarzut prokuratorowi, że osłania mnie - przestępcę - odmawiając sporządzenia przeciwko mnie aktu oskarżenia.
Wyszło na jaw, że m.in. testowane są leki  stosowane przy świeżych zawałach serca. Podający je lekarz twierdził, że każdy pacjent ze świeżym zawałem serca wyrażał na to zgodę składając swój podpis.
Sędziemu omal nie wyszły oczy na wierzch, gdy od tegoż kardiologa usłyszał, że on nie wie (kardiolog) co pacjentowi (ze świeżym zawałem serca) podaje - testowany lek, czy lek sprawdzony, czy też placebo (tzn. zwyłą sól fizjologiczną, czy kredę) - bo nie sposób odróżnić co to faktycznie było, a wie to tylko  firma farmaceutyczna po numerze serii leku.
Wyszło też, że szpital nie jest w stanie przedłożyć dokumentu zezwolenia na prowadzenie takich "badań".
W takiej sytuacji szpital wycofał swe oskarżenia pod moim adresem i sprawę umorzono. Na wybałuszeniu oczu przez sędziego zakończyło się dalsze drążenie sprawy testowania leków w tym szpitalu, a i w przychodniach, co przy okazji też wyszło na jaw. Nic mi też nie wiadomo o tym, aby jakikolwiek radny sejmiku, a szczególnie jakikolwiek parlamentarzysta zainteresował się tą sprawą. No i możliwym też jest, że akta tej sprawy sądowej dawno już poszły na przemiał.
 
Boguchwała A.D. 09 stycznia 2010 r.  - mgr inż. Józef Bizoń

Tylko pod krzyżem, tylko pod tym znakiem Polska jest Polską a Polak Polakiem

...czy w roku 1927 była konieczność usunięcia krzyża i przerwania ciągłości 400-letniej?

Dopiero odpowiedź na to daje właściwe wskazanie. Nawrót zaś do prawidłowego stanu rzeczy tym mocniej narzuca się świadomości narodowej polskiej, że osadzone w Polsce w r. 1944/45 rządy najazdu żydokomunistycznego usunęły z głowy orła - jako godła państwowego - także koronę, a zaciekle zwalczają krzyż (...)



...Przywrócenie krzyża na koronie wymagałoby przy­wrócenia orłowi korony zamkniętej, a co za tym idzie odpowiedniej zmiany w rysunku głowy orła i stylowego zestrojenia. Prostszym może wyjściem byłby powrót do .rysunku głowy orła z 1919 roku. Nie ma z punktu widzenia naukowego żadnej co do tego przeszkody, gdyby to uznano za potrzebne, jak brak również argu­mentów historycznych uzasadniających konieczność takiej zmiany
(...)
http://krzysztofcierpisz.wordpress.com/2007/07/02/bialy-orzel-w-koronie-z-krzyzem/
czwartek, 07 stycznia 2010
147 rocznica Wybuchu Powstania Styczniowego Szydłowiec, Suchedniów, Bodzentyn, Wąchock


W dniach 22 styczeń 2010 r do 24 styczeń 2010 r. w Regionie Świętokrzyskim odbędą się kolejne obchody rocznicy wybuchu Powstanie Styczniowego w 1863 r.
Marsz ten odbywa sie co roku i jest organizowany przez Związki Strzeleckie i Samorządy śladami bitew i marszów polskich wojsk powstańczych z armią carską.
Młodzież strzelecka porusza sie pieszo pokonując odległości miedzy miastami i pomnikami czczącymi pamięć walczących z zaborcą patriotów z 1863 r.
Pod pomnikami zwyczajowo są niecenzurowane wystąpienia reprezentantów organizacji. Tradycja tych Marszów jest wieloletnia.
Kadra porusza sie własnymi samochodami na poszczególne etapy marszów.

Mają one na celu uczczenie historycznych bohaterów walk o niepodległość ,
podtrzymanie patriotyzmu tych rejonów i pobudzanie miłości do Ojczyzny w kolejnym pokoleniu.

Marsze te organizowane przez działaczy Federacji RÓWNOŚĆ , WOLNOŚC i NIEPODLEGŁOŚC zawsze miały wydźwięk narodowy i antykomunistyczny.
Ważnym współorganizatorem tych Marszów jest brygadier Tadeusz Woś , bliski współpracownik powojenny wybitnego dowódcy partyzanckiego gen Antoniego Heda Szarego i dowódcy organizacji strzeleckich.

Marsze te w czasach nieprzychylnych patriotyzmowi rządów, były i są historycznym pretekstem do spotkań radykalnych patriotów i przekazywania wzorców historycznych polskiej młodzieży. Całość organizacji sponsorują samorządy tych miast, które w odróżnieniu od władzy centralnej są dalej patriotyczne i katolickie.

Zapraszam Dowództwa Powiatowe i Gminne Polskich Drużyn Strzeleckich do wytypowania delegacji regionalnych PDS z wiązankami wieńców na poszczególne etapy Marszu. Szczegóły w załączniku. Z żołnierskim pozdrowieniem.

Naczelny Komendant Polskich Drużyn Strzeleckich
gen dyw. ds Jan G. Grudniewski

http://sowa-frankfurt.ning.com/profile/janGGrudniewski


Po powstaniu w 1831 r.

„Car Mikołaj hojnie łaską swoją wszystkich Ży­dów obsypywał, szczególnie Żydów w Królestwie, którzy mu się nie mało na szkodę powstańców przy­służyli.”

„Po upadku powstania, pisze X. prof. Trzeciak, miejsce szlachty i inteligencji polskiej, która częścio­wo wyginęła, częściowo została zesłana na Sybir lub wyjechała z kraju na tułaczkę, zajęli Żydzi chrzcze­ni, którzy dla awansu przyjmowali religję chrześci­jańską; chrzciły się również i Żydówki i wychodzi­ły za mąż za chrzczonych Żydów dla podtrzymania ducha i rasy. Wielkie majątki szlacheckie zajmowali Żydzi chrzczeni, którzy dorabiali się wielkich fortun- W policji politycznej zajęci byli przeważnie Żydzi chrzczeni i niechrzczeni”… 10)

Rola Żydów w powstaniu 1863 r. jest podobna do roli w 1831 r. Żydzi służą Moskalom, denuncjują powstańców. Niekiedy ta zdradziecka robota przybiera osobliwe formy. Jedni zdradzają powstanie a drudzy stają na czele akcji powstańczej. Fakt ten tłumaczy się tym, iż powsta­nie, które było rozpaczliwą i bohaterską walką narodu przeciw najeźdźcy – odpowiadało zamiarom żydostwa, pragnącego zguby Polaków – bowiem w powstaniu ginął najlepszy element polski o co właśnie Żydom i ich sprzy­mierzeńcom chodziło.

Stąd też, gdy Żyd Artur Goldman (skądinąd skarbnik powstańczy) zdradza bohaterskiego wodza powstania 1863 r. Romualda Traugutta, to jednocześnie na czele akcji powstańczej stają Żydzi wychrzczeni: Karol Majewski i Józef Piotrówski. 11)

10) Ks. Dr. St. Trzeciak: „Talmud o gojach a kwestja żydow­ ska w Polsce”, str. 321.  http://krzysztofcierpisz.wordpress.com/

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 20
Zakładki:
EU-Fotos
Freunde - Przyjaciele
IN POLEN - W POLSCE
KOSIEWSKI
Księga - Gästebuch
KULTUR
LITERATURA
Narodowi socjaliści - komuniści - inne
NASZE
POLONIA i Polacy poza granicami RP
SOWA
SOWA RADIO
SOWA VIDEO
UNIA & POLSKA
YES - POLAND
Google Groups – wersja beta
magazyn europejski
Odwiedź tę grupę
kosiewski.